żywiciel

wychodzisz, nadziejo? strach popycha cię na krawędź już zabrałaś swoje rzeczy bezpowrotnie zmierzasz w niepamięć on zostaje, chce być sam dokonuje spustoszenia wywołuje groźny żar widać zarys już płomienia nie chce być z nim sam na sam wszystko w popiół się obróci kiedy wrócisz tu, nadziejo? chodź i spróbuj mnie ocucić