O mnie

Piszę, recenzuję książki (a przynajmniej się staram), jestem mamą oraz żoną. Postanowiłam stworzyć bloga, aby móc umiejscowić gdzieś swoje:

a) opinie dotyczące przeczytanych książek,

b) doświadczenia, które – być może – pomogą innym mamom lub przynajmniej sprawią, że nie będą czuły się samotne,

c) myśli oraz obserwacje dotyczące macierzyństwa i nie tylko,

d) swoją twórczość.

Uwielbiam pisać. Napisałam dwie książki, lecz póki co – przez różne zawirowania życiowe – żadnej nie próbowałam wydać. Wbrew pozorom nie są to książki o macierzyństwie, a kryminały, za którymi wprost przepadam. Duża sympatią darzę też thrillery oraz literaturę faktu.

Mam syna urodzonego w 2018 roku i córkę urodzoną w 2020 roku – wcześniaka z 26 tygodnia ciąży, której 5 miesięcy po urodzeniu założono (tymczasowo) rurkę tracheostomijną po tym, gdy nagle w szpitalu przestała oddychać. Okazało się, że na całej szerokości krtani pojawiły się jakieś narośla/torbiele, które mogły powstać w miejscu podrażnień spowodowanych intubacją po porodzie. Infekcja i refluks prawdopodobnie sprawiły, że wspomniana „narośl” tak się rozrosła, iż zablokowała przepływ powietrza do nosa i w trakcie endoskopii córka przestała oddychać. Tracheotomia zatem była nagłym zabiegiem ratującym jej życie. Prawdopodobne powody powstania tej sytuacji, o którym Wam wspomniałam, to tylko domysły lekarzy, którzy sami nie są pewni, co się właściwie stało. Może mała miała jakieś wrodzone skłonności do powstania tejże zmiany, która w gruncie rzeczy już zniknęła? Nie wiadomo. Córka posiada również tendencje do zwężania krtani, więc rurka i tak pozostanie z nami przez jakiś nieokreślony, lecz prawdopodobnie dłuższy czas. Poza tym zarówno ona jak i syn są zdrowymi, dobrze rozwijającymi się dziećmi. Nasze wojowniczka wyszła ze skrajnego wcześniactwa prawie obronną ręką (miała retinopatię, zapalenie opon mózgowych, wylewy krwi do mózgu II i III stopnia oraz mnóstwo infekcji). W związku ze wszystkimi naszymi przeżyciami, macierzyństwo będzie stanowiło jakąś część tej strony. Jednak na pewno nie całość. I nie większość.

Właściwie to tyle. Dodanie większej ilości informacji uznaję za niepotrzebne. Słowo pisane od zawsze było dla mnie łatwiejszą formą wyrażania swoich uczuć, obaw i myśli. Gdzie się nimi dzielić, jak nie tutaj? 🙂

Teksty oraz zdjęcia znajdujące się na tej stronie są mojego autorstwa. Rozpowszechnianie ich, kopiowanie czy udostępnianie bez mojej zgody jest zabronione.