Harlan Coben „Najczarniejszy strach” – recenzja.

Myron dowiaduje się, że ma nieślubnego syna, który poważnie choruje – bez przeszczepu szpiku umrze. Okazuje się jednak, że jedyny potencjalny dawca ginie bez śladu. Myron rozpoczyna śledztwo i ustala wiele przerażających faktów. Niestety nie może znaleźć dawcy, a czas nieubłaganie mija..

Kolejna część przygód Myrona Bolitara i jego przyjaciela, Wina, opowiada o sile rodzicielskiej miłości, a także strachu, którego powodem jest właśnie ta miłość. Pewne sytuacje sprawiają, że strach ten paraliżuje, obezwładnia, nie pozwala funkcjonować, wysysa wszystkie siły, a o kilku jego odcieniach dowiadują się bohaterowie tej książki.

Coben jest mistrzem w knuciu zawiłych intryg i podsuwaniu mylnych tropów. Często tak namąci w sprawie, że nawet wprawnemu czytelnikowi zdarza się nie zauważyć pewnych rozbieżności. Tym razem jednak coś mi tu nie do końca pasowało, dość szybko także udało mi się wytypować sprawcę, choć oczywiście nie obyło się bez wielu zaskoczeń.

Czego mi zabrakło? Emocji i większej wiarygodności – niestety tutaj pewne kwestie ciężko było przeskoczyć, trochę zdziwił mnie też kierunek prowadzenia śledztwa, może to powodować pewną konsternację u czytelnika, a to się w twórczości Cobena raczej rzadko zdarza.

Jednak tak jak zwykle, jak najbardziej na plus są tu wielowątkowość, brak nudy, ironiczny humor oraz przedstawienie wielkiej siły przyjaźni głównych bohaterów. Mimo kilku małych minusów ciężko oderwać się od książki, akcja jest dynamiczna, rozdziały krótkie, a autor ma niezwykle lekkie pióro. Polecam, a jakże.

4 myśli w temacie “Harlan Coben „Najczarniejszy strach” – recenzja.”

Dodaj komentarz