Liane Moriarty „Zaledwie moment” – recenzja.

Podczas opóźnionego lotu do Sydney pewna staruszka zaczyna mówić pasażerom, kiedy i na co umrą. Przepowiednie mrożą krew w żyłach – Paula na przykład dowiaduje się, że jej synek umrze, mając siedem lat, Eve natomiast, że wkrótce zamorduje ją mąż, z którym właśnie wybiera się w podróż poślubną. Jak zareagują pasażerowie? Czy przepowiednie się spełnią?

Świetna, mądra książka, zdecydowanie inna od reszty i to nie tylko ze względu na tematykę i sposób przekazania wartościowych treści poprzez wyjątkową historię. Opowiada o przemijaniu, o życiu, które przemyka nam koło nosa, o rzeczach ważnych, na które powinniśmy skupić swoją uwagę, o chwilach, których nie doceniamy, a także o głęboko skrywanych lękach.

Śmierć pozornie gra tutaj pierwsze skrzypce, przekaz jest jednak całkiem inny i dosyć łatwo go odczytać z historii nie tylko bohaterów, ale również samej staruszki opowiadającej o swoim życiu w narracji pierwszoosobowej. Książka została napisana z odrobiną humoru, co wydaje się kontrastować z tematyką, jednak genialnie wszystko się tu uzupełnia. Jak doszło do tego, że podczas lotu zaczęła przepowiadać śmierć pasażerów? Czy przeznaczenia można uniknąć?

Akcja toczy się swoim tempem, poznajemy losy bohaterów, którzy według przepowiedni niedługo powinni zginąć, poznajemy ich reakcję, obawy, próby oszukania przeznaczenia, gdy uświadamiają sobie kruchość istnienia. Są niejednoznaczni, wzbudzają jednak sympatię i łatwo można stworzyć z nimi więź. Napięcie raz rośnie, raz zwalnia, treść mimo to wciąga i ciężko się od niej oderwać.

Książka jest obszerna, mi to jednak nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie – niespieszne opowiedzenie tej historii sprawia, że losy bohaterów pochłaniają nas całkowicie, mamy przestrzeń na rozmyślania, wyciąganie wniosków oraz pochylenie się nad własnym życiem. Jestem na tak!

Wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Znak Literanova.

4 myśli w temacie “Liane Moriarty „Zaledwie moment” – recenzja.”

Dodaj komentarz