Harlan Coben „W domu” – recenzja.

Dziesięć lat temu dwaj sześcioletni chłopcy zostali uprowadzeni i do tej pory nikt nie wiedział, co się z nimi stało. Teraz odnajduje się jeden z nich. Myron Bolitar wraz z Winem usiłują odnaleźć drugiego chłopca. Nie jest to jednak takie łatwe, a odkryte tajemnice wstrząsną niejednym światem.

Jak to bywa w książkach Cobena, świetnie skonstruowana intryga, zwroty akcji i wciągająca historia gwarantują nam jazdę bez trzymanki. Opowiada o sile rodzicielskiej miłości, o stracie, strachu i nigdy niegasnącej nadziei. O trudnych wyborach i ich konsekwencjach. Odpowiada na pytanie: do czego zdolny jest posunąć się rodzic, by chronić swoje dziecko?

Ta książka trochę różni się od poprzednich z tej serii – nie ma tu wielowątkowości, nie ma wielu bohaterów i podejrzanych, jest za to przestrzeń do odczuwania różnych emocji.  Otrzymujemy bardzo dobry thriller, przy którym nie sposób się nudzić, poruszający trudne tematy, opisujący dramatyczne momenty, wywołujący wzruszenie wraz z łzami bezsilności. Bardzo spodobała mi się ta odmiana.

Nie wiadomo, czego się spodziewać po bohaterach, są nieoczywiści i niejednoznaczni, autor trzyma nas w napięciu i niepewności do samego końca. Jest wiarygodnie, jest zaskakująco, a książkę czyta się jednym tchem. Nie ma tu zbędnej treści, bylejakości, poczucia niedosytu. Nie mam się do czego przyczepić i nawet nie chcę.  Polecam!

2 myśli w temacie “Harlan Coben „W domu” – recenzja.”

Dodaj komentarz