Harlan Coben „Tęsknię za tobą” – recenzja.

Kat Donovan, detektyw nowojorskiej policji, na pewnym portalu przypadkiem trafia na profil byłego narzeczonego, który opuścił ją osiemnaście lat temu. Kusi ją, by znowu zadać mu pytanie, dlaczego to zrobił. Zbieg okoliczności sprawia, że dostaje również niepowtarzalną okazję, by dowiedzieć się, kto zamordował jej ojca. Kat swoimi poczynaniami uruchamia spiralę nieprzewidzianych wydarzeń i wpada na trop okrutnej działalności przestępców.

Cóż mogę powiedzieć? Uwielbiam takie książki. Ambitne, wiarygodne, z rozbudowaną, dynamiczną akcją i wyrazistymi postaciami. Z intrygującą, trzymającą w napięciu, trudną do rozwiązania zagadką. Uwielbiam książki konkretne i głębokie, które są o czymś. A ta opowiada o silnej potrzebie miłości, o lęku przed samotnością – do czego jest zdolny człowiek, by te potrzeby zaspokoić? A do czego, by te zwykłe, ludzkie odruchy.. wykorzystać?

Główna bohaterka jest samotną kobietą, której życie mocno dało w kość. Postać ta wywołuje żal i smutek, pokazując jednocześnie, jak bardzo jest silna i zdeterminowana, by domknąć i wyjaśnić swoje życiowe sprawy. Kat swoim postępowaniem i inteligentnymi przemyśleniami często wprawiała mnie w melanchonijny nastrój, jednak nie na długo, ponieważ za dużo się u niej działo. Autor skupił dużą uwagę na kreacji tej postaci i dzięki temu bez problemu poczułam do niej dużą sympatię i trzymałam za nią mocno kciuki. A było za co!

Nagłe zwroty akcji gwarantują świetną zabawę i sprawiają, że ciężko oderwać się od książki. Zwłaszcza, że Kat, kawałek po kawałku, odkrywa potworną działalność przestępczą na dużą skalę. Sposób, w jaki autor opisał cały ten wątek wielokrotnie wywołał u mnie gęsią skórkę. Mocne zakończenie jest przysłowiową wisienką na torcie i daje ogromną satysfakcję z powieści. Jestem na tak, zdecydowanie.

Dodaj komentarz