Historia prawdziwa. Jennette McCurdy miała sześć lat, gdy zaczynała karierę aktorską – a wszystko to za sprawą mamy, która zawsze marzyła o tym, by jej córka odniosła wielki sukces. Za wszelką cenę i wbrew wszystkim. Debra traktowała swoją córkę jako przedmiot do realizacji swoich celów, co w dorosłym życiu Jennette przełożyło się na depresję, bulimię, toksyczne relacje damsko-męskie, alkoholizm i lata terapii, by wyjść na prostą.
Książka jest z pewnością przejmującą opowieścią o chorej miłości, o szaleństwie, o tym, jak niespełnione ambicje rodzica przekładane na dziecko mogą zniszczyć mu życie. O tym, jak z osiągniętego dna można wybić się w górę i jest to możliwe nawet mimo wielu porażek. Jennette opisuje szokujące zachowania swojej matki, które odarły ją z dzieciństwa, zmusiły do niechcianej kariery aktorskiej oraz spowodowały poważne zaburzenia odżywiania. Jednak przyznam się szczerze, że po tytule (a to przecież również nim kierujemy się, gdy decydujemy, czy chcemy daną książkę przeczytać) spodziewałam się czegoś innego, zwłaszcza, że nie odzwierciedił on za bardzo rzeczywistości.
Książka jest napisana lekko i czyta się ją dosyć szybko, mam jednak wrażenie, że autorka niepotrzebnie chciała poruszyć zbyt wiele kwestii ze swojego życia w jednej pozycji. Tytuł sugeruje, że cała powieść będzie dotyczyć Debry i jej wpływu na dzieciństwo oraz dorosłe życie Jennette, tak jednak nie jest – mamy tu opisaną również karierę zawodową autorki, jej życie prywatne, relacje z innymi członkami rodziny i nie tylko, ulegające zmianom na przestrzeni lat.
Nie ulega wątpliwości, że Jennette miała ciężkie dzieciństwo. Myślę jednak, że wiele zachowań Debry i ich negatywnych skutków zostało pominiętych, trwało to w końcu wiele lat, i gdyby autorka skupiła się bardziej na tym temacie, dowiedzielibyśmy się dużo więcej, odczuwam zatem lekki niedosyt. Nie zmienia to jednak faktu, że warto ją przeczytać. Ku przestrodze.
Ceny książki można porównać w serwisie http://3tam.pl 🙂

Zbyt często w szkole obserwowałam toksyczne zachowania rodziców na swoje dzieci jeśli chodzi o wybór szkoły, a potem zawodu. Te naciski powodowały unieszczęśliwianie, szczególnie tych grzecznych, nieśmiałych dzieci tłamszonych przez wszystko-lepiej-wiedzące matki…
Zasyłam serdeczności
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Bardzo to smutne.
PolubieniePolubienie
I bez takich przestróg jestem zadowolony, że nie mam dzieci Nikogo nie straumatyzowałem sposobami wychowania i nikt się nie będzie cieszył z powodu mojego zgonu 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
No właśnie autorka nie cieszyła się ze śmierci swojej matki, więc nie bardzo rozumiem sens tego tytułu.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Może w przekładzie tylko taki jest, bardziej chwytliwy?
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Z ciekawości aż sam sprawdziłem:
I’m glad my mom died
To widać autorka jednak się cieszyła 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
No cóż, szkoda, że w książce pisała, jak to bardzo źle przeżyła śmierć mamy.
PolubieniePolubienie