Edyta Folwarska „Romans nad jeziorem Como” – recenzja.

Podczas weselnego przyjęcia Ani i Roberta zostaje wyemitowany filmik ukazujący seks pana młodego ze świadkową. Ania jest załamana i – aby uciec jak najdalej – przyjmuje propozycję tymczasowego prowadzenia pensjonatu we Włoszech. Tam poznaje tajemniczego Alessandro, który czasami ją odtrąca, a czasami jest nią zainteresowany. Okazuje się, że Włoch ma powód, aby tak się zachowywać.

Przyznaję, że nie przepadam za romansami, ale od czasu do czasu dobrze jest przeczytać coś lekkiego, coś przewidywalnego, coś przyjemnego, zaczerpnąć oddech świeżego powietrza, który mimo tego, że jest świeży, zawiera nutę słodkiego zapachu olejków eterycznych i sprawia, że chce się go wdychać i wdychać..

..i taka właśnie jest powieść Edyty Folwarskiej. Mamy tu typową dla powieści romantycznej smutną historię jednego z bohaterów – w tym przypadku Ani, mamy nową, intrygującą znajomość, która wcale nie jest łatwa, próby docierania się, wzruszenie, a także coś, co sprawia, że jednak nie jest nam dane cały czas cieszyć się szczęściem głównych postaci. Ania i Alessandro wydają się idealni, młodzi, szybko się w sobie zakochują, ale często podejmują irracjonalne decyzje. I nie tylko oni. Niektóre sytuacje mocno mnie zdezorientowały, ale.. przecież właśnie takie jest życie. Skomplikowane, rzucające kłody pod nogi, zmuszające nas do podejmowania niezrozumiałych dla innych decyzji.

Oprócz tego mamy tu świetnie przedstawioną mentalność Włochów, od których skadinąd możemy się trochę nauczyć, a także różne ciekawostki na temat tytułowego jeziora Como i okolic. Książkę czyta się szybko, nie ma tu dużo zbędnych opisów, mam wręcz wrażenie, że można odczuć niedosyt głównych bohaterów i ich wspólnie spędzonych chwil.. 🙂 Fani romansów nie będą zawiedzeni.

Wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Luna.

9 myśli w temacie “Edyta Folwarska „Romans nad jeziorem Como” – recenzja.”

Dodaj odpowiedź do olitoria Anuluj pisanie odpowiedzi