Harlan Coben „Krótka piłka” – recenzja.

Valerie Simpson, dwudziestoczteroletnia tenisistka, zostaje zamordowana przed stadionem w czasie meczu US Open. Brał w nim udział klient Myrona Bolitara, Duane Richwood, młody, ciemnoskóry debiutant i właśnie on staje się głównym podejrzanym. Myron wraz ze swoim przyjacielem Winem usiłują ocalić jego dobre imię, a to prowadzi ich do kolejnego morderstwa, popełnionego sześć lat wcześniej.

Cóż mogę powiedzieć? Druga część serii o Myronie Bolitarze kompletnie nie zawodzi i daje nam dokładnie to, czego oczekiwaliśmy po przeczytaniu pierwszej części – zawiłą intrygę, ironiczne poczucie humoru, zwroty akccji oraz pułapki myślowe, w które wpadamy niemalże regularnie. Myron wraz z Winem to kompletnie różni bohaterowie, ale obaj wzbudzają sympatię i uzupełniają się pod każdym względem.

Duane nie mógł zabić Valerie, gdyż w tym czasie grał mecz na oczach całego stadionu, skrywa jednak pewne tajemnice, którymi nie chce się podzielić ze swoim agentem. Myron jednak drąży, wypytuje różnych ludzi, w związku z czym wpada w ogromne niebezpieczeństwo.

Książka wciąga od pierwszej strony, a napięcie jest utrzymywane cały czas na takim samym, wysokim poziomie. Jest konkretna, ambitna, wiarygodna i zapewnia świetną zabawę dla fanów thrillerów. Niezmiennie – polecam, polecam, polecam!

7 myśli w temacie “Harlan Coben „Krótka piłka” – recenzja.”

Dodaj komentarz