Rzadko kiedy mam okazję recenzować tomik poezji, cieszę się zatem, że autor ponownie mi zaufał, a ja mogę z czystym sercem napisać, że się nie zawiodłam. 🙂
Podmiot liryczny wiele opowiada o miłości, zadaje pytania retoryczne zrodzone z trudnych doświadczeń życiowych. Zastanawia się nad sensem niektórych przeżyć, rozmyśla o utraconej przyjaźni „czemuż przyjaźni więzy w obliczu nędzy puściły?”, przeżywa minioną miłość, często zwracając się do niej bezpośrednio „odlatujesz jaskółko moja do innych ramion”, „rozdzieli nas cisza na dwoje” oraz pragnąc znowu jej doświadczyć. Przeszłość wydaje się zbyt trudna „układam historię z rozsypanych zdjęć”. Nie sposób nie pomyśleć, w jakiej sytuacji życiowej znajdował się autor pisząc wiersze, smuci i zachwyca poznanie jego wewnętrznych rozterek.
Bolesna przeszłość, filozoficzne rozważania wplatane w codzienne życie to nie jedyna tematyka utworów. Widać, że autora może zainspirować cokolwiek (np. zmieniające się pory roku) i dowody tego znajdziemy w tym tomiku. Nie mają tu zastosowania zasady interpunkcji, co może sprawiać wrażenia chaosu, zwłaszcza w niektórych wierszach, daje one jednak swobodę do interpretacji utworów na swój sposób. Wiele z nich wywiera wrażenie elastycznych w odbiorze, dostosowujących się do aktualnych przekonań, samopoczucia i doświadczeń czytającego, można odnaleźć w nich siebie, swoje smutki, możemy pozwolić sobie na dotarcie w głąb swej duszy i subtelne przetrawienie pewnych prywatnych spraw.
Jak to w tomikach bywa, nie wszystkie utwory mi się spodobały. Niektóre są piękne, inne przejmujące, smutne „tyle mam w sobie słów, które miałem powiedzieć wczoraj”, inne skłaniające do zatrzymania się i przyswojenia zawartych w nich złotych myśli. Zgrabnie użyte środki stylistyczne sprawiają, że całość odbieram jak najbardziej na plus.
Wierszy jest dosyć sporo, bo aż sto siedem, ale są one raczej krótkie. Miłośnicy poezji powinni być nimi usatysfakcjonowani.
Wpis powstał we współpracy z Robertem Wochną.
