Harlan Coben „Ostatni szczegół” – recenzja.

Myron Bolitar po przeżyciu pewnej prywatnej tragedii ucieka na karaibską wyspę i właśnie tam odnajduje go Win. Okazuje się, że ich wspólna przyjaciółka, Esperanza, została aresztowana pod zarzutem zamordowania znanego bejsbolisty, Clu Haida. Dowody znacznie obciążają kobietę, a sama Esperanza milczy jak zaklęta. Co się wydarzyło i co ma z tym wspólnego Myron?

Książka Cobena tradycyjnie funduje nam świetną zabawę przy próbach rozwikłania zawiłej intrygi, dopasowania – na pierwszy rzut oka – niepasujących do siebie puzzli, przy zaskoczeniach towarzyszącym licznych zwrotom akcji. Porusza tematy, o których wiele osób nie chce rozmawiać: zemsty, błędów przeszłości, które wracają, by uderzyć w najmniej odpowiednim momencie, przytłaczającego poczucia winy, do którego ciężko się przyznać.

Jednakże…

Ta część nie podobała mi się tak, jak poprzednie. Coben przeważnie stosuje kilka wątków, umiejętnie zresztą przeplata je między sobą, wprowadza wiekszą ilość bohaterów, by jak najbardziej zmanipulować czytelnikiem. Owszem, udało mu się to, mam jednak wrażenie, że w tym przypadku trochę przesadził. Pewne rzeczy przy rozwiązaniu sprawy i wyjaśnieniu róznych kwestii nie wydaje się do końca wiarygodnych, pewne rzeczy autor mógł sobie darować, bo intryga byłaby skomplikowana nawet bez nich, a przynajmniej byłoby bardziej wiarygodnie.

Niemniej jednak lubię te pułapki myślowe, lubię inteligentnie napisane analogie, lubię ironię autora, lubię rozwiązywać zagadki wraz z głównymi bohaterami. Tym razem sprawa znowu dotyczy w pewnej części samego Myrona, jest jednak zdecydowanie mniej emocji niż w poprzedniej części. Nie uznaję tego w tym przypadku za minus, ponieważ i tak sporo się tu dzieje. Mimo kilku wad w tej części, niezmiennie polecam tę serię.

10 myśli w temacie “Harlan Coben „Ostatni szczegół” – recenzja.”

Dodaj komentarz