Jakub Bączykowski „Stanie się coś złego” – recenzja.

Paweł wraz z partnerem Sebastianem wyjeżdżają na Podlasie, by zorganizować imprezę dla najbliższych znajomych. Paweł pod wpływem alkoholu wszczyna awanturę i obraża wszystkich obecnych. Zostaje sam i pogrąża się w alkoholizmie. Wówczas zaczynają się dziać bardzo dziwne rzeczy…

Cóż to za oryginalna książka! Przełamuje schematy i daje nam, oprócz warstwy obyczajowej wraz z poczuciem humoru, kryminalną zagadkę do rozwiązania. Osadzenie za głównego bohatera geja i zastosowanie tu narracji pierwszoosobowej musiało być nie lada wyzwaniem. Za to świetnie wykonanym!

Paweł ma bardzo specyficzny charakter i właściwie nie wiemy, co o nim sądzić. Z jednej strony jest wrażliwy i zabawny, z drugiej irytujący i egoistyczny. Na własne życzenie rujnuje sobie życie, lecz pojawia się ktoś, kto postanawia mu w tym rujnowaniu pomóc.. Wielkie brawa za genialne wykreowanie tego bohatera. Przemyślenia Pawła oraz jego zachowanie w wielu kwestiach z łatwością możemy porównać do współczesnego społeczeństwa i, zapewniam, często zrobimy to z uśmiechem na twarzy! Choć powodów do refleksji również nam nie zabraknie, oj nie.

Są tu dwie ramy czasowe, oprócz teraźniejszości otrzymujemy zapiski z wcześniejszej wycieczki Pawła oraz Sebastiana po Stanach Zjednoczonych. Ówczesne rozmowy bohaterów nawiązują do bieżących wydarzeń w życiu pary oraz w pewnym stopniu pozwalają nam, czytelnikom, zwiedzić kawałek Stanów.

Alkoholizm, samotność, wybór wygodniejszego, łatwiejszego, lecz destrukcyjnego życia, nadmierny pesymizm to największe problemy głównego bohatera. Zagadka kryminalna nie jest mocno rozbudowana, za to jej finał daje nam mocny skok napięcia! Styl jest niezwykle lekki, przez książkę się płynie, a zastosowana ironia dodaje jej jeszcze więcej uroku. Jest to książka, do której należy podejść z dystansem i cieszyć się jej niewątpliwie dobrą jakością. Zachęca do sięgnięcia po drugą część.

Wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Mięta.

4 myśli w temacie “Jakub Bączykowski „Stanie się coś złego” – recenzja.”

  1. Ten alkoholizm mnie lekko odrzuca, bo nie jestem fanem bohaterów-alkoholików. Co do wyzwania¹ – jeśli sam autor nie jest gejem to tak, to bym się zgodził. Eugeniusz Dębski w swoim cyklu Moherfucker też zechciał mieć za głównego bohatera geja i nie wyszło mu to najlepiej, bo praktycznie nie ma większego znaczenia dla fabuły.

    __________
    ¹ W zdaniu „Osadzenie za głównego bohatera homoseksualisty i zastosowanie tu narracji pierwszoosobowej musiało być nie lada wyzwaniem” bym jednak użył określenia gej. Wybrzmi bardziej… hmmm… elegancko 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak czy siak musiało to być wyzwanie, bo bohater jest bardzo specyficzny.

      A co do tego określenia, miałam tu właśnie nie lada dylemat, które może być obraźliwe i raz usuwałam gej, a raz homoseksualista. Dzięki za podpowiedź 😃

      Polubienie

      1. To nie jest obraźliwe, tylko brzmi jakoś tak strasznie medycznie. Gej jest już tak dobrze zadomowiony w polszczyźnie, że możesz się spokojnie trzymać tego jednego terminu.

        Jeśli jesteś mocno zainteresowana obecnie zalecaną możesz skorzystać z poradnika: Jak mówić i pisać o osobach LGBTQIAP+ (jest na stronie do pobrania w pdf-ie)

        Ja sam tego w sumie średnio przestrzegam i z niektórymi zaleceniami jestem na bakier, bo nie do końca je akceptuje (osoba homoseksualna zamiast homoseksualista to dla mnie słowne dziwactwo wywołujące rozbawienie, a nie wyraz wrażliwości osoby używającej tego zwrotu) ale sprawdzić co jest w modzie nie zaszkodzi.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Racja. Mi słowo gej już chyba zawsze będzie się kojarzyć z wyzwiskami, którymi obrzucali się w szkole moi koledzy z klasy i chyba dlatego wybrałam to drugie określenie.

        Ale, tak jak mówisz, dobrze wiedzieć co jest w modzie. Dzięki. 🙂

        Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz