Marc Elsberg „Celsjusz” – recenzja.

W chińskiej przestrzeni powietrznej pojawia się grupa czarnych obiektów latających, a reszta świata z przerażeniem obserwuje rozwój sytuacji. Chiny nie zamierzają jednak rozpoczynać wojny, lecz przejąć kontrolę nad klimatem i doprowadzić do zatrzymania globalnego ocieplenia. Jak się okazuje, nie jest to taki dobry pomysł, lecz zwiastujący początek dramatycznych wydarzeń plan..

Oj, nie da się ukryć, że wizje przedstawione w tym thrillerze są przerażające i jeżą włosy na karku.

Po początkowej dezorientacji spowodowanej przedstawieniem kilku różnych perspektyw zostałam wessana w brutalny świat katastrof klimatycznych, terroru oraz kombinacji na najwyższych szczeblach władzy z brakiem poszanowania życia ludzkiego na rzecz własnych korzyści.

Realizm, dokładne przedstawienie różnych działań i ich skutków, trzymanie w napięciu, niepominięcie emocji bohaterów, a przede wszystkim uświadomienie skali problemu goobalnego ocieplenia to niewątpliwe atuty tej powieści.

Mamy tu mnóstwo rozmów, więc jeśli ktoś liczy na dynamikę, zwroty akcji i rozwiązywanie trudnej zagadki, może się trochę przeliczyć. Nie znaczy to jednak, że będziemy się tu nudzić, oj nie, bo wojna o klimat nadaje tej powieści zupełnie inny wymiar, a my trzymamy mocno kciuki za bohaterów i dobry wybór rządzących światem.

Zakończenie rekompensuje nam ewentualne rozczarowania (choć na pewno nie będą one duże!), zaskakuje i oszałamia, pozostawiając czytelnika w stanie niedowierzania, domysłów i roztrząsania. Polecam!

Wpis powstał we współpracy z wydawnictwem W.A.B.

4 myśli w temacie “Marc Elsberg „Celsjusz” – recenzja.”

Dodaj odpowiedź do okularnicawkapciach Anuluj pisanie odpowiedzi