Harlan Coben „Zaginiona” – recenzja.

Do Myrona Bolitara dzwoni Terese Collins, była kochanka. Prosi go o pomoc i przyjazd do Paryża. Okazuje się, że jest podejrzana o zamordowanie swojego męża, a Myron szybko przekonuje się, że sprawa wygląda beznadziejnie. Ma ona jednak znacznie głębsze dno, niż ktokolwiek mógł się tego spodziewać..

Jest to już dziewiąta część z serii o Myronie Bolitarze i bardzo się cieszę, że mogę powiedzieć, iż każda kolejna książka z cyklu kompletnie nie traci na jakości. Jak zwykle mamy tu wiele zawiłych wątków, nieprzewidywalne zwroty akcji, a także mylne tropy. Wszystko to sprawiło, że świetnie bawiłam się przy czytaniu i próbach rozwikłania tej skomplikowanej intrygi.

Tym razem Myron postanawia pomóc swojej przyjaciółce kompletnie nie wiedząc, w jak poważne niebezpieczeństwo się pakuje. Ofiary i międzynarodowi terroryści nie są przy tym najgorszym, co zobaczy.. Gęsia skórka w tej części gwarantowana! Emocji i wzruszenia również tutaj nie zabraknie.

Książkę czyta się szybko, ponieważ akcja jest dynamiczna, dużo się dzieje, a autor ma lekkie pióro. Niezwykle wciągająca treść jeży włosy na karku, trzyma w napięciu i jeszcze bardziej pokazuje nam potęgę przyjaźni.

Coben poruszył tu przerażający temat, o którego istnieniu zawsze zdawaliśmy sobie sprawę gdzieś tam w głębi podświadomości, lecz powieść wydobywa go na zewnątrz, zmuszając, by się z nim zmierzyć. I robi to w sposób spektakularny.

Może nie wszystkie rzeczy były tu do końca wiarygodne, jednak nie przeszkadzało mi to w końcowym odbiorze książki. Jestem na tak.

3 myśli w temacie “Harlan Coben „Zaginiona” – recenzja.”

  1. Vera mi się skończyła, to może sięgnę wreszcie po tego tak zachwalanego Cobena 🙂 Przed najbliższą wizytą w bibliotece zorientuję się, co mają. Najlepiej jakby był pierwszy tom tego cyklu o Myronie.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz