Katarzyna Janiszewska „Katastrofa Heweliusza” – recenzja.

Chyba wszyscy słyszeliśmy o katastrofie promu Jan Heweliusz mającej miejsce w nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku. Życie straciło wówczas 55 osób. Kto jednak był winien tej tragedii? Błędy kapitana, statek nienadający się do rejsu, warunki pogodowe, a może jeszcze coś innego? Dlaczego w sprawie jest tyle niejasności, a śledztwo zostało poprowadzone tak nieudolnie?

Wow.. Nie spodziewałam się, że książka aż tak mną wstrząśnie i pozostawi na tak długo w stanie kompletnego oszołomienia. I nie, wcale nie chodzi mi o opis samej tragedii i cierpienia tylu ludzi. Owszem, jest on dramatyczny, niezwykle przejmujący i wyciskający łzy z oczu, jednak pewne wydarzenia, które starano się ukryć oraz pytania, na które nikt nie odpowiedział dają podstawy do stworzenia teorii jeżącej włosy na karku. A autorka genialnie wie, jak takie okoliczności wykorzystać.

Świetnie stopniowała napięcie, ma lekkie pióro, rzetelnie przedstawiła wydarzenia, a na zakończenie zafundowała istny spektakl dramaturgii godny filmu światowej klasy.

Janiszewska przedstawiła nam w skrócie historię Heweliusza, odtworzyła przebieg katastrofy, śledztwa i procesów, a następnie zaprezentowała wyrok sądu i reakcje różnych stron. Wszystko to daje do myślenia, pokazując, że tam, gdzie pieniądze i polityka, prawdopodobnie prawdy i sprawiedliwości nie stanie się zadość. Dlaczego jednak przez ten koncert oskarżeń musiały przejść rodziny ofiar? Czy niewystarczająco ucierpiały na tym wypadku?

Książka jest reportażem fabularyzowanym, który budzi wiele emocji, zostawia niesmak i sprawia, że temat Heweliusza jeszcze długo będzie gorący. Jestem skłonna stwierdzić, że nawet niezainteresowani tematem będą usatysfakcjonowani tą lekturą.

Wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Chmury.

4 myśli w temacie “Katarzyna Janiszewska „Katastrofa Heweliusza” – recenzja.”

Dodaj komentarz