Harlan Coben „Wszyscy mamy tajemnice” – recenzja.

Dawna klientka Myrona, Suzze, prosi go o pomoc. Jej mąż, Lex, zniknął bez śladu po tym, jak ktoś zamieścił wpis na Facebooku kwestionujący ojcostwo ich nienarodzonego dziecka. Po jakimś czasie okazuje się, że zaginął także brat Myrona. Jak łączą się te sprawy? Jakie tajemnice odkryje Bolitar?

W tej części Myron Bolitar musi zmierzyć się ze swoją przeszłością i konsekwencjami swoich czynów. Jest to opowieść o tajemnicach, o zaufaniu, o skutkach trudnych wyborów. Sprawa, z pozoru dotycząca jego znajomej, szybko zaczyna robić się bardzo osobista, a intryga zagęszcza się z każdą kolejną odkrytą kartą.

Mamy tu kilka wątków, mamy trzymające w napięciu śledztwo, mamy więcej emocji i wzruszeń, a także niezawodne zwroty akcji, gwarantujące świetną zabawę przy rozwiązywaniu kolejnej trudnej sprawy. Niestety odnalezienie muzyka rockowego wiąże się z włożeniem kija w mrowisko. I to nie tylko ze względu na niebezpieczeństwo, jakie się za tym kryje, ale ze względu na tajemnice, które, już poznane, przynoszą więcej szkody, niż korzyści.. Gratka dla fanów Cobena, polecam!

7 myśli w temacie “Harlan Coben „Wszyscy mamy tajemnice” – recenzja.”

Dodaj odpowiedź do olitoria Anuluj pisanie odpowiedzi