Anna Stuart „Akuszerka w Auschwitz” – recenzja.

Anna Kamińska pracuje jako akuszerka, a po wybuchu wojny pomaga znajdującym się w getcie Żydom. Niestety za swoją działalność trafia do obozu w Auschwitz wraz z młodą Esterą. Tam przyjaciółki odbierają porody i starają się walczyć o życie każdego noworodka. Gdy zaczęto zabierać jasnowłose, nowonarodzone dzieci, Anna z Esterą tatuują im numery swoich matek, by w przyszłości mogli się odnaleźć. Czy to zadziała? Co się stanie z dzieckiem Estery, które niedługo przyjdzie na świat?

Kiedy życie nagle zamienia się w piekło.. Powieść historyczna inspirowana historią Stanisławy Leszczyńskiej skupia swoją uwagę na losach kobiet oraz ich nowonarodzonych dzieci w baraku położniczym. Bardzo mnie przygnębiają książki o tematyce obozowej, a także te o krzywdzie dzieci, było zatem wiadome, że łatwo nie będzie..

I nie było. Było cholernie ciężko przejść przez każdą stronę tej książki, zwłaszcza, że autorka genialnie i szczegółowo przedstawiła emocje oraz codzienność bohaterek – miałam wrażenie, że cierpię razem z nimi, że jestem tuż obok i z jednej strony chciałam poznawać tę historię dalej, a z drugiej.. uciec od niej, gdzie pieprz rośnie. Treść sprawia niemalże fizyczny ból, a ukojenie nie nadeszło – nie tak, jak powinno. Czy można mieć jednak o to pretensje do autorki?

Stuart świetnie rozdzieliła fikcję literacką od tła historycznego – nie ma tu za dużo ani jednego, ani drugiego, wszystkiego jest w sam raz. Na tyle, by wciągnąć się w historię Anny i Estery i poczuć z nimi więź, być ciekawym ich dalszych losów, a także na tyle, by dowiedzieć się więcej nowych rzeczy na temat cierpienia kobiet i ich dzieci w nazistowskim obozie koncentracyjnym. A było ono niewyobrażalne, ogromne – nie ma i nie będzie takich słów, by opisać ich tragedie.

Bo przecież oprócz codziennych upokorzeń, nieznośnego głodu i ciężkiej pracy, musiały znieść o wiele, wiele więcej – przełknąć największą stratę oraz gorycz przegranej, najważniejszej w życiu walki. Jednak czy wszystkie takie były?

Brawa dla autorki za wierne odtworzenie tylu szczegółów, jeśli chodzi o życie obozowe. Na końcu książki mamy rozpisane, co było fikcją, a co nie, co było bardzo dobrym zabiegiem. Warto dowiedzieć się więcej o Stanisławie Leszczyńskiej, która nie bez powodu była nazywana w obozie Aniołem Życia. Mocna książka, świetnie napisana, tylko dla zainteresowanych tematem, gwarantuję jednak, że nikogo nie zawiedzie.

Wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Bukowy Las.

4 myśli w temacie “Anna Stuart „Akuszerka w Auschwitz” – recenzja.”

Dodaj odpowiedź do Hebius Anuluj pisanie odpowiedzi