Edgar Hryniewicki „Po drugiej stronie mostu” – recenzja.

Wojna z Południem wciąż trwa, a Mins po popełnieniu wielu błędów pragnie w końcu spokojnego, normalnego życia u boku ukochanej. Musi jednak odpokutować za przeszłość, pracując dla Gwalberta Gurdenca, co może mocno zaważyć na jego bezpieczeństwie w przyszłości.

Ostatnia część serii o przygodach Minsa i wojnie z Południem jest zależna od swoich poprzedniczek, zalecam zatem rozpocząć czytanie od pierwszej części 🙂 mamy tutaj dużo bohaterów o nietypowych imionach, z własną przeszłością i w innym wypadku po prostu ciężko będzie odnaleźć się w tej historii.

Akcja jest niedynamiczna, uwaga została skupiona na wojnie, przemianie Minsa, który w końcu zaczął brać odpowiedzialność za swoje czyny, nauczył się na błędach i dojrzał emocjonalnie. Jest to zatem opowieść o trudach życia, o tym, do jakich zachowań wojna zmusza ludzi, o popełnianiu błędów i dążeniu do tego, by nie miały one wpływu na przyszłość.

Czy powieść mi się podobała? I tak i nie. Lubię, gdy w książkach dużo się dzieje i tutaj tak właśnie jest, jednak lubię również konkrety i dynamizm. Główna akcja wydaje się trochę rozwleczona, mamy tu wiele wątków, kilka perspektyw, i nie wszystkie są tu niezbędne, choć zapewne było to celowe działanie autora. Powieść to raczej precyzyjne, niespieszne przedstawienie skutków wojny, ziem, których ona dotyczyła, a także różnych detali ukazujących funkcjonowanie świata wykreowanego przez autora. Jeśli jednak ktoś lubi takie książki – dokładne, z wieloma opisami, nie powinien być zawiedziony, to już kwestia gustu. Hryniewicki bardziej skupił się na wydarzeniach, a mniej na bohaterach, co często można odczuć, bowiem nie nawiążemy z nimi więzi i nie przejmujemy się tak bardzo tym, co się z nimi stanie. Widać jednak, że w stworzenie tego świata włożył wiele pracy oraz serca.

Najbardziej spodobał mi się wątek romantyczny – niewinny, uczuciowy, który w zestawieniu z wojennymi brudami, kombinacjami i śmiercią tworzy duży kontrast. Zakończenie zaskakuje oraz wprowadza w stan nostalgii oraz rozmyslań nad życiem, nad aktualnymi relacjami oraz straconymi szansami.

Język autora jest dopracowany, staranny, jednak w wielu momentach, w których powinno aż roić się od napięcia i emocji, a nawet wykrzykników, pozostał stonowany. I chyba właśnie emocji oraz gęsiej skórki brakowało mi tu najbardziej, zwłaszcza w opisach, których było dosyć sporo. Nie da się jednak ukryć, że wiele z tych opisów było barwnych, pięknych, zaskakujących, a biorąc pod uwagę wiek autora aż się boję, jak dobre książki będzie pisał w przyszłości.. 🙂

Wpis powstał we współpracy z Edgarem Hryniewickim.

4 myśli w temacie “Edgar Hryniewicki „Po drugiej stronie mostu” – recenzja.”

Dodaj odpowiedź do nieodkrytapl Anuluj pisanie odpowiedzi