Agnieszka Peszek „Cios za cios” – recenzja.

W wesołym miasteczku zostają znalezione zwłoki młodej kobiety. Niestety nie będzie to ostatnia zbrodnia, policja rozpoczyna szeroko zakrojone śledztwo. Dagmara Zatorska otwiera agencję detektywistyczną i otrzymuje pierwsze zlecenia, w tym od pewnej kobiety, która pragnie odnaleźć mordercę swojej córki. Dagmara odmawia, ponieważ zabójstwa nie wchodzą w zakres jej działalności, jednak z czasem zaczyna dostrzegać podobieństwa między tą sprawą, a bieżącymi morderstwami. Postanawia zacząć działać.

Mieliście kiedyś po przeczytaniu jakiejś powieści tak, że podobała Wam się jej fabuła i jej poprowadzenie, ale inne rzeczy już niekoniecznie? Trochę szkoda, jeśli zarys akcji rzeczywiście jest dobry, ale.. No właśnie. Po kolei.

Jest to opowieść o demonach przeszłości, nasiąknięta mrokiem ludzkich ułomności, odsłaniająca głęboko ukryte żądze, które lepiej, by pozostały w ukryciu.

I poruszony temat również trafił w moje gusta. Co jest zatem nie tak? Ano trafiło się kilka rzeczy, które nie do końca mi podpasowały. Główna bohaterka usiłuje odnaleźć mordercę pewnej dziewczyny, w międzyczasie rozwiązując dwa inne zlecenia. Mamy zatem kilka wątków, które nie są zbyt rozbudowane, co czasami może skutkować pewnym niedosytem oraz pytaniami pozostającymi bez odpowiedzi. W moim przypadku tak poskutkowało.

Mamy kilka perspektyw – Dagmary, komisarza Grzegorza Wiśniewskiego oraz mordercy – w narracji pierwszoosobowej. W związku z tym otrzymujemy jakąś część z umysłu zabójcy. Co prawda trochę mało, ale rozjaśnia to pewne cechy jego osobowości.

Książkę czyta się szybko, język jest prosty i dla mnie osobiście chyba zbyt prosty. Z jednej strony był to dobry, wciągający kryminał z fajnie wymyśloną fabułą. Z drugiej jednak czegoś mi zabrakło. Może emocji. Może większej wiarygodności w niektórych kwestiach. Może bardziej dokładnego pochylenia się nad głównymi bohaterami i pewnymi sytuacjami, które miały znaczenie. A może wszystkiego po trochu. Akcja toczy się szybko, czasem miałam wrażenie, że zbyt szybko, a zdarzające się błędy (na szczęście niedużo) trochę mnie uwierały. Niemniej jednak dobrze się bawiłam przy czytaniu tej książki i sądzę, że spodoba się ona wielu fanom kryminałów. Mimo wszystko jestem ciekawa dalszych przygód Dagmary.

Wpis powstał we współpracy z Agnieszką Peszek.

2 myśli w temacie “Agnieszka Peszek „Cios za cios” – recenzja.”

Dodaj komentarz