O stawianiu granic.

Dzisiaj chciałam podzielić się z Wami pewnymi przemyśleniami na temat stawiania granic.

I nie mam tu na myśli stawiania granic dzieciom, które są nieposłuszne. A dorosłym, którzy z jakiegoś powodu postanowili wejść z butami w naszą życiową przestrzeń i nie wycierając ich, wchodzą dalej, lokują sobie określone miejsce i robią sobię kawę, bez pytania o to, czy mogą. Którzy jej nie szanują, nawet jeśli nie zdają sobie z tego do końca sprawy. Tym dorosłym, którym boimy się pokazać, że jakieś granice w ogóle mamy. Że czegoś nie lubimy. Że czegoś nie chcemy. I niekoniecznie chodzi mi tu o partnera/partnerkę, ale praktycznie wszystkich ludzi, z którymi mamy bliższy lub dalszy kontakt, bo przecież każdemu z nich może się zdarzyć nadepnąć na nasz palec, świadomie lub nie. Każdy z nas jest inny, każdy z nas ma inne preferencje, inne doświadczenia. A czemu o tym piszę? Bo oczywiście sama mam problem z tym, by powiedzieć: możesz wejść, lecz nie grzeb bez pytania w moich rzeczach.

Jakże zazdroszczę ludziom, którzy nie tylko nie przejmują się opinią innych, ale potrafią wprost powiedzieć o tym, co sprawia im przykrość, dyskomfort, złość! Co sprawia, że tak ciężko przestać nam milczeć na temat niektórych spraw, które przecież bezpośrednio nas dotyczą? Lęk przed odrzuceniem przez drugą osobę, przed jej złością, przed niespełnieniem jej oczekiwań, przed jej niezadowoleniem, przed kłótnią? Na pewno to musi być któryś z tych powodów. Bo robimy coś, czego powinniśmy unikać za wszelką cenę – warunkujemy wartość swojej osoby od zadowolenia drugiej, nieważne, czy jest nam bliska, czy nie. Robimy to najczęściej swoim kosztem. I chociaż zadziwia mnie notoryczny brak taktu niektórych osób to zdaję sobie sprawę z tego, że najwiekszą winę za te sytuacje ponoszę ja. Bo pozwoliłam, by moje emocje były uzależnione od innych. Bo milczałam, gdy powinnam była mówić. Bo siedziałam bezczynnie, gdy powinnam była zareagować.

Ile razy było tak, że wewnętrzna ja płonęła ze złości, buntu i nie zgadzała się na pewne traktowanie. Ile razy było tak, że w tym samym czasie zewnętrzna ja kiwała głową z wymuszonym uśmiechem i nie miała nic przeciwko kolejnej rzeczy, której wcale nie miała ochoty robić. Dzisiaj, kiedy tyle mówi się o zdrowiu psychicznym, kiedy dysponujemy większą wiedzą i możliwościami, możemy bez wyrzutów sumienia (bo i czemu?) pochylić się nad swoją osobą, swoim szczęściem i zastanowić nad tym, co można zrobić, by czuć się lepiej i w zgodzie ze sobą. By uniknąć niepotrzebnego, częstego stresu, który również jest źródłem wielu chorób.
I dzisiaj wiem, że muszę nad sobą pracować i wykazać się niemal nadludzkim wysiłkiem, aby powiedzieć komuś: nie.

Widziałam niedawno filmik pewnej pani psycholog, którą bardzo szanuję. Zadała w nim pytanie, które dało mi wiele do myślenia, a mianowicie: czyjej złości udaje nam się uniknąć, gdy przemilczamy przekroczenie swojej granicy – WŁASNEJ czy OSOBY, która to uczyniła?
Odpowiedź jest oczywista.

Druga osoba często nie wie (oby!), że zrobiła coś złego, a my już mamy podniesione ciśnienie, bo „jak on/a mógł/a tego ode mnie wymagać, tak powiedzieć, tak coś zrobić, tak się wtrącić?”. A przecież to, że unikniemy kłótni wcale nie oznacza, że się nie zdenerwujemy. Bo tłumimy ten gniew w sobie. Dusimy się. A każdy kolejny raz sprawia, że ten gniew jest coraz większy. Coraz bardziej przytłaczający.

Chciałabym to w końcu zmienić, życie na pewno byłoby wówczas o wiele łatwiejsze.

A czy Wy przemilczacie przekraczanie własnych granic czy nie macie żadnego problemu z reagowaniem? A może jest Wam to zupełnie obojętne? Ja opisałam własne odczucia, ciekawa jestem Waszego zdania na ten temat.

8 myśli w temacie “O stawianiu granic.”

  1. Ech, to nie takie proste. Wszystko zależy od sytuacji, kontekstu, no i tej osoby. Myślę, że przewartościowujemy, czy odpuścić w tym konkretnym przypadku, czy też nie, czy faktycznie stanie nam się krzywda, gdy akurat przemilczymy, czy ta osoba jest nam na tyle bliska, że warto przemyśleć jak to rozegrać bez spiny, czy wręcz przeciwnie – na tyle obojętna, że szkoda nerwów i czasu na starcie, i po prostu wyciągamy wnioski i ograniczamy kontakt.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do Ultra Anuluj pisanie odpowiedzi