Wakacje zleciały nam bardzo szybko, mimo tego, że nie mieliśmy jakichś ambitnych planów. Były grille, było kilka jednodniowych wyjazdów, ale nie w takiej ilości, jak rok temu. Odwiedziliśmy rodzinkę z okolic Krakowa i tam zostaliśmy na kilka dni, pochodziliśmy, pozwiedzaliśmy Kraków, pojechaliśmy do Zakopanego oraz do parku rozrywki w Inwałdzie, który – swoją drogą – bardzo, bardzo polecam. Ogrom atrakcji (park miniatur, ruchome smoki, labirynt, karuzele, różne pokazy) nauki, a jeden dzień to zdecydowanie za mało, by doświadczyć wszystkiego, co tam przygotowano, ale najważniejsze, że dzieciakom przypadło do gustu i były bardzo zadowolone ze swoich wakacji.

Po powrocie, tak jak planowaliśmy, odgrodziliśmy kawałek podwórka po to, by utworzyć kurnik. Zakupiliśmy sześćdziesiąt kur, głównie po to, by handlować jajkami, no i oczywiście dla nas. Co prawda początki zapowiadały się niezbyt perspektywicznie, kilka kur przyjechało zarażonych jakimś wirusem (czego nie zauważyliśmy, myśleliśmy, że są wykończone transportem) i zdechło, zachorowały również kolejne, ale teraz, po ponad dwóch miesiącach jesteśmy zadowoleni z tej decyzji. Kury fajnie się niosą, kupcy są, jeszcze troszkę i inwestycja zwróci się w całości, a roboty przy tym też nie ma jakoś dużo. 🙂
Zdrowotnie trochę u mnie ostatnio nieciekawie, miejmy nadzieję, że to nie zapowiedź kolejnego ciężkiego sezonu.. Córka przez okres wakacji zrobiła znaczące postępy w mowie, gdyby nie to, że artykulacja jest trochę słaba, mogłabym powiedzieć, że mówi już normalnie – odpowiada na każde pytanie, dużo opowiada, bez problemu układa długie zdania. Jednak często brzmi to niewyraźnie i nie zawsze, nawet my, możemy ją zrozumieć, ale nadal ćwiczymy, ona się nie zniechęca, więc i z tym powinniśmy się z czasem uporać. Wygląda jednak na to, że wypadła z planu terapii na ten rok u neurologopedy, więc będziemy musieli radzić sobie sami.
No i jeszcze ta powódź.
Nas co prawda nie zalało, bo mieszkamy na górce, ale moi rodzice wraz z siostrą i jej rodziną, którzy mieszkają piętnaście kilometrów dalej, odczuli ją dosyć mocno. Ich dom znajduje się obok rzeki, więc woda, która na ich podwórku sięgała powyżej 160 cm, wdarła się do domu i tam dosięgła także parapetów.




Strach, niedowierzanie i paraliżująca bezradność towarzyszyły im i wielu innym rodzinom w naszym regionie przez mniej wiecej trzy dni. Bo co można zrobić, gdy wszędzie wokół tyle wody, wlewa się do domu w kilku miejscach, a pozbywanie się jej szybko robi się bezsensownym zajęciem.. Ciężko mi to sobie nawet wyobrazić. Mieszkałam tam 25 lat i chyba tylko raz zdarzyło się, żeby rzeka wylała na podwórko, ale to były małe ilości, kompletnie nieporównywalne z ogromną siłą żywiołu, jaka nawiedziła ich 15 września.
Straty są ogromne – podłogi do wywalenia, łóżka, meble salonowe i kuchenne, pralka, ściany do obicia. Na podwórku zniszczony płot, trampolina, altanka i kilka sprzętów. Trauma zostanie, ale czy chociaż odszkodowania staną na wysokości zadania? Miejmy nadzieję, że tak, chociaż narazie na to nie wygląda. Szkoda, że panie z gminy i opieki społecznej zamiast robić wszystko, by pomóc, szukają argumentów, by nie wypłacić pieniędzy.
Jedyne, co jest w tym wszystkim piękne i budujące to pomoc ludzi, zwłaszcza obcych, w obliczu takiej tragedii. Robią zrzutki, załatwiają mienie, noszą jedzenie, pomagali przy sprzątaniu – bardzo mnie to wzrusza, nieustannie.




Oczywiście zniszczeń jest dużo więcej, ale nie mam więcej zdjęć, messenger uciął mi wiadomości od siostry z tamtego okresu, a że ja wtedy leżałam kilka dni z gorączką, na początku jechał pomagać sam mój mąż.
Oby nigdy więcej.

Przerażające widoki i ogromne zniszczenia. Trudno się po czymś takim pozbierać i odbudować wszystko na nowo. Do tego strach, że za rok, czy dwa znowu może przyjść powódź (czego oczywiście nikomu nie życzę), jak tu więc odzyskać spokój życia.. Współczuję bardzo rodzinie i choć trochę cegiełek do pomocy dokładam. Choć to wszystko kropla w morzu tej powodzi..
PolubieniePolubione przez 1 osoba
No właśnie, strach już na pewno będzie.. Niestety.
PolubieniePolubienie
Nieciekawie to wygląda. I dodatkowa bieda, że to przed zimą, więc trzeba szybko usuwać szkody w domu, żeby się dało nadal mieszkać.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Dokładnie tak to teraz wygląda.
PolubieniePolubienie
Przerażające są skutki tej powodzi…. Dużo siły dla Twojej rodziny! oby udało się wszystko odbudować i uporać ze zniszczenia do zimy.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Dziękuję w ich imieniu!
PolubieniePolubienie