Stephenie Meyer „Zmierzch” – recenzja.

Isabella Swan przeprowadza się do Forks, deszczowego miasteczka w stanie Waszyngton. Tam poznaje przystojnego, niezwykle intrygującego Edwarda Cullena, który skrywa bardzo mroczny sekret. Cullen stara się unikać Belli, bo wie jakie może ściągnąć na nią niebezpieczeństwo, niestety nie jest to takie łatwe.

Sentyment skłonił mnie do powrotu do sagi „Zmierzch”, a także fakt, że dostałam ją w prezencie 🙂 i w sumie.. spotkałam się z rozczarowaniem. Nie dziwię się, że książka tak mi się podobała, gdy byłam nastolatką, bo głównie dla tej grupy została zapewne napisana, ale nie spodziewałam się, że aż tyle rzeczy będzie mi w niej przeszkadzać.

Pomysł na sagę był oczywiście bardzo dobry, książka została napisana lekkim stylem i nie dziwię się, że odniosła taki sukces, jednak po tylu latach widzę rozbieżności, których wtedy nie dostrzegałam, a które sprawiają, że nie do końca mi wszystko ze sobą zagrało. Nie mogę zdradzić co, żeby nie spojlerować, ale niektóre wydarzenia dzieją się za szybko, niektóre postacie nie są przekonujące, pewne rzeczy wzajemnie się wykluczają, a główna bohaterka często irytowała mnie swoim postępowaniem i sposobem myślenia.

Narracja jest pierwszoosobowa, zatem to, co dzieje się w głowie Belli i jej perspektywę dostajemy na tacy wraz z jej odczuciami i rozterkami. Bella ma niskie poczucie własnej wartości, jest niezdarna i lubi pomarudzić, natomiast Edward jest jej totalnym przeciwieństwem. Domyślam się, że autorka miała w przedstawieniu tego kontrastu cel, ale zachowanie Belli było dla mnie czasem grubą przesadą.

Oprócz rozbudowanego wątku romantycznego znajdziemy tu elementy horroru i w sumie szkoda, że nie było ich więcej, bo książka przynajmniej trzymałaby w napięciu i wywołałaby u mnie jakieś emocje.

Pewnie z ciekawości przeczytam kolejną część i mam nadzieję, że będę mogła o niej napisać bardziej pozytywną opinię.

7 myśli w temacie “Stephenie Meyer „Zmierzch” – recenzja.”

  1. Aaa… powrót. Bo się zdziwiłem w pierwszej chwili, że znów sięgasz po jakieś starocie.

    Widziałem ekranizację, więc przy świadomości, że to nie jest literatura wysokiego lotu, nie mam żadnej motywacji, by po powieść sięgnąć.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz