Książka opowiada o sprawie Ruby Franke, znanej vlogerki internetowej, która razem z Jodi Hildebrandt została skazana za znęcanie się nad dziećmi. Jej kanał na YouTubie śledziło 2,5 miliona subskrybentów, nie wiedząc, jaką matką Ruby była w rzeczywistości. Książka została napisana przez Shari, jej najstarszą córkę.
Są książki, po których naprawdę ciężko się pozbierać. Które zostają w człowieku na długi czas i choćbyśmy woleli o nich nie myśleć, uparcie wracają, łamiąc serce po raz kolejny.. I kolejny.. I kolejny..
„Dom mojej matki” niewątpliwie należy do takich książek. To historia opowiedziana przez młodą kobietę, która wiele w życiu przeszła, której całe dzieciństwo i okres dorastania było drogą przez mękę, ale że ta droga doprowadzi do jeszcze bardziej dramatycznych wydarzeń, tego nikt nie mógł wiedzieć.
Powieść w sposób obezwładniający opowiada o ciemnej stronie sharentingu, o niewiarygodnej sile manipulacji, o przemocy domowej i jej wpływie na tych najbardziej bezbronnych. Shari nie bawi się z nami w subtelności, bo też życie nie traktowało jej łagodnie. Oprócz rozdzierających serce wydarzeń z dzieciństwa swojego i pięciorga rodzeństwa, obnaża przed nami także swoje emocje, wspomnienia, obawy i grzechy. Opowiada ze szczegółami swoją perspektywę, która chwyta za serce i ściska je jeszcze długo po zakończeniu lektury. Wymagało to od niej wielkiej odwagi i kłaniam się z podziwu przed tą biedną dziewczyną.
Trudno uwierzyć, że rodzice mogą robić swoim dzieciom podobne rzeczy. Niewiarygodne, jaką moc ma Internet, gdy znajdzie się w nieodpowiednich rękach. Przygotujcie się na szok, na łzy, na współczucie, na poczucie ogromnej niesprawiedliwości i bezbrzeżnego smutku.
Zainteresowanym polecam także dokument na Netflixie „Demon w rodzinie: Sprawa Ruby Franke”, ale książka opowiada o wielu ważnych szczegółach, których w nim nie znajdziemy.
Przygnębiająca historia, ale poznanie jej jest bardzo potrzebne w dzisiejszych czasach. Jeśli choć jednej osobie otworzy oczy, dobrze, że Shari odważyła się ją napisać.

Nic dla mnie.
Ano nic.