Mała motywacja.

Do tego wpisu zainspirowała mnie pewna blogerka, która jest niepewna siebie i usiłuje uporać się z własnymi demonami.

Myślę, że wiesz, że to o Ciebie chodzi, moja imienniczko.

Podejrzewam, że wiele z nas, mam, przechodzi lub przechodziło taki okres w życiu. Niektórym ten etap nigdy się nie kończy. Sama przez to przechodziłam. Dzisiaj zastanawiam się: naprawdę? Jakim cudem ja, matka, żona, osoba, która ogarnia tyle rzeczy na raz? Ja, która urodziłam dziecko, bez której ta rodzina (spójrzmy prawdzie w oczy) nie funkcjonowałaby tak, jak powinna funkcjonować, mogłam czuć się tak słaba, taka niepotrzebna? Jak mogłam myśleć, że jestem niekochana?

Ano mogłam. Miałam ciężkie dzieciństwo, to już wiecie, ale to ukształtowało mój charakter. W zły sposób (nieumiejętność okazywania uczuć i mówienia o nich), ale i dobry. Nauczyłam się twardo stąpać po ziemi. Nigdy nie rozczulałam się nad sobą, ze wszystkim radziłam sobie sama, nigdy nikomu nie mówiłam, co mnie boli, bo uważałam to za niepotrzebne użalanie się nad sobą (choć można dyskutować, czy jest to dobre, czy złe). Byłam pewna siebie, zarówno swojej urody jak i swoich wad i zalet (ale bez przesady). Nie okazywałam słabości. Jak zapewne wiecie z moich początkowych wpisów, poród i pobyt w szpitalu wyglądały u mnie koszmarnie. Nie będę do tego wracać, wszystko można przeczytać, odnajdując właściwe wpisy. Następuje poród i trach! wszystko nagle pryska jak bańka mydlana, co zaskakuje najbardziej mnie samą. Jeszcze nigdy nie czułam się tak upokorzona, tak bezbronna, słaba, zdana na łaskę innych, nieznanych mi osób. Ból po cesarce nie pozwalał mi zajmować się dzieckiem, którym nawet nie potrafiłam się zająć, więc zrobiłam to, co zawsze: zacisnęłam zęby i wykonywałam swoje powinności. Po powrocie do domu dodatkowo zaczęły się kłótnie z mężem. Stwierdziłam wówczas, że wszystko się zmieniło. Przecież macierzyństwo miało być takie piękne, a tu od samego początku porażka goniła porażkę. Wtedy, kiedy miałam nadzieję w końcu odpocząć od szpitala, w końcu otrzymywać wsparcie, którego tak mi brakowało, znowu wszystko się rozsypało i ponownie musiałam radzić sobie sama. Czułam się, jakby tego wszystkiego było mało, odtrącona. Zaczęłam często płakać, co wcześniej nigdy mi się nie zdarzało, choć hormony pewnie też miały w tym swój udział. Miałam traumę po porodzie, myślałam o nim dniami i nocami, płacząc. Dziecko nie pomagało, a wręcz przeciwnie: ciągle wisiało mi na piersi, bo się nie najadało, płakało, bo miało kolki, a otoczenie tylko mówiło mi, co robię źle, niejednokrotnie zabierając ode mnie płaczące dziecko, bo przecież płakało „przeze mnie”. Od depresji pewnie uratował mnie tylko mój charakter, który nakazuje nigdy się nie poddawać. Z mężem szybko wytłumaczyliśmy sobie jego zachowanie, jego punkt widzenia był całkiem inny niż mój, ale to akurat jest nieważne. Nawet wsparcie, które później od niego otrzymywałam, nie pomagało. Po kilku miesiącach w końcu wróciłam do „siebie”. Wróciłam silniejsza niż kiedykolwiek. Mąż wyśmiał mnie, gdy zaczęłam zasłaniać swój lekko zwisający brzuch, ale nie w negatywnym sensie. On naprawdę nie rozumiał, jak mogę mieć takie obrzydzenie do swojego brzucha! Dodatkowo przyznał mi, że gdyby wcześniej wiedział, przez co przechodzę, z pewnością by się tak nie zachowywał. Przecież on się nie domyśli. Przecież ja zawsze taka silna, dzielna, niezależna. Przecież jestem tak samo piękna jak byłam, a nawet piękniejsza (ponoć), więc jak mógł się domyśleć, że nagle zaczęłam w to wątpić? Tak, dla niego stałam się jeszcze bardziej atrakcyjna przez to, że zostałam matką. Jednak nie w tym rzecz.

Chcę przez to powiedzieć, że te przeżycia nauczyły mnie jednego. My, kobiety, naprawdę jesteśmy silne. Jesteśmy piękne. Nie poddajemy się. Jesteśmy w stanie znieść wiele. I bez względu na to, przez co przechodzimy w życiu, jakie mamy problemy, możemy góry przenosić. Poradzimy sobie ze wszystkim. I wychodzimy z tego bez szwanku. Który facet by to potrafił? (Nie, nie jestem feministką :D)

Pozbądźmy się toksycznych osób. A jeżeli nie możemy się ich pozbyć, ignorujmy je. Jeżeli partner świadomie dokłada nam problemów, zamiast je z nami rozwiązywać, rozstańmy się z nim. Lepiej być samemu niż z osobą, która ciągnie nas w dół. Nie przejmujmy się zdaniem innych. Ile ludzi, tyle opinii, a każdemu nie jesteśmy w stanie dogodzić. Nie analizujmy, nie rozdrabniajmy na czynniki pierwsze. Róbmy swoje i bądźmy szczęśliwi. Tylko wtedy poczujemy się wolni.

10 myśli w temacie “Mała motywacja.”

Odpowiedz na Paulina Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s