Trochę prywaty.

Hej, kochani. Dawno nie pisałam, co u nas słychać (swoją drogą, prywatne wpisy chyba zawsze zaczynam tak samo, ale co tam), pora więc nadrobić zaległości. Czwarte urodziny młodego za nami. Po kilkumiesięcznym maratonie naprzemiennego chorowania, w końcu wirusy postanowiły odpuścić dzieciom i zakończyć tę bliską zażyłość (odpukać). Moje szoguny, gdy są we dwójkę, wydają się… Czytaj dalej Trochę prywaty.

Carla Naumburg „Jak nie krzyczeć na swoje dziecko” – recenzja.

Jeśli często denerwujesz się na swoje dzieci i zauważasz u siebie brak umiejętności panowania nad własnymi emocjami, a chcesz to zmienić, to ta książka jest idealna dla Ciebie. Pomoże Ci również, jeśli czasem myślisz, że jesteś złym rodzicem, wszystko robisz źle i każde Twoje postępowanie w jakiś sposób szkodzi dziecku lub odbija się na jego… Czytaj dalej Carla Naumburg „Jak nie krzyczeć na swoje dziecko” – recenzja.

Korkowanie.

Hej, kochani. Dzisiaj, według obietnicy, spieszę Wam donieść o postępach córki w drodze ku dekaniulacji. Otóż wymianę rurki na mniejszą oraz próby z zatykaniem jej korkiem mieliśmy opóźnione ze względu na infekcję, która łapała nas wszystkich po kolei, począwszy od syna (ach, te przedszkola). Jako że wówczas nagromadzenie dużej ilości wydzieliny jest dla nas sporym… Czytaj dalej Korkowanie.

Prywata.

Hej, kochani. Recenzje recenzjami, ale dawno nie pisałam, co u nas słychać - może dlatego, że w sumie nie było tego aż tak wiele. Dwa miesiące temu wymieniliśmy córce rurkę na mniejszą i rzeczywiście słychać ją trochę lepiej. Może nie jest to głośny i wyrazisty głos (nadal w większości słychać ulatujące powietrze i nie ma… Czytaj dalej Prywata.

No i co z tą tracheostomią?

No dobrze. Jesteśmy już po prywatnej wizycie u laryngologa dziecięcego i w końcu wiemy, na czym tak naprawdę stoimy. A stoimy na osuwisku - jest kiepsko i niepewnie, lecz na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie spadniemy w dół, a kierując się ku górze wyjdziemy z tego cało. Wiemy już, że nadzieję na usunięcie rurki… Czytaj dalej No i co z tą tracheostomią?

Ian McEwan „W imię dziecka” – recenzja.

"W imię dziecka" to przejmująca opowieść o wewnętrznym rozdarciu, trudnych wyborach i ich wpływie na życie bohaterów - zarówno tych, którzy je podejmują jak i tych będących w ich otoczeniu. Autor w subtelny, obiektywny sposób opisuje rozterki sędzi sądu najwyższego, specjalistki od prawa rodzinnego, Fiony. W swojej pracy zbyt często staje ona przed dramatycznymi, odpowiedzialnymi… Czytaj dalej Ian McEwan „W imię dziecka” – recenzja.

Macierzyństwo z innej strony.

Przyszło mi do głowy ostatnio - może trochę niezbyt etyczne z rodzicielskiego punktu widzenia - pytanie: jakby wyglądało moje życie bez dzieci? Nie zrozumcie mnie źle. Kocham je całym sercem, ale gdy od dłuższego czasu dają tak popalić, że mam ochotę wejść do rakiety i wystrzelić się w przestrzeń kosmiczną, podobne myśli pojawiają się automatycznie… Czytaj dalej Macierzyństwo z innej strony.

Życie z rurką.

Kiedyś myślałam, że posiadanie otworu w tchawicy łączy się tylko i wyłącznie z oddychaniem przez to miejsce. Nie sądziłam, że wówczas nie słychać tej osoby, choć przecież logiczne jest, że powietrze omija struny głosowe. Nie przypuszczałam, że wszędzie trzeba nosić ze sobą ssak z akumulatorem, który jest duży i ciężki, choć pewnie u dorosłych i… Czytaj dalej Życie z rurką.

O tym, jak Internet może zaniżyć samoocenę matki.

Czy - wychowując dzieci - zdarzyło Wam się szukać jakichś informacji o tym, czy to, co robicie, jest słuszne? Wydaje mi się, że większość z nas natknęła się - przypadkiem lub nie - na artykuł o "odpowiednich" zabawach, bajkach lub zdrowym odżywianiu dzieci. I nagle, gdy do tej pory uważałyście się za nawet dobre matki,… Czytaj dalej O tym, jak Internet może zaniżyć samoocenę matki.

Mama – jeszcze kobieta czy już robot?

Chciałabym dziś poruszyć pewien temat, który nie dawał mi spokoju już po porodzie pierwszego dziecka. Jednak aby do niego dojść, opowiem w skrócie o ostatniej chorobie córki. Mała zachorowała na zapalenie oskrzeli. Czytałam, że u dzieci z tracheotomią kaszel jest straszny, wymaga odsysania dosłownie co dwie minuty, ale nigdy nie myślałam, że to zupełnie nieprzesadzona… Czytaj dalej Mama – jeszcze kobieta czy już robot?