Trochę prywaty.

Hej, kochani.

Dawno nie pisałam, co u nas słychać (swoją drogą, prywatne wpisy chyba zawsze zaczynam tak samo, ale co tam), pora więc nadrobić zaległości. Czwarte urodziny młodego za nami. Po kilkumiesięcznym maratonie naprzemiennego chorowania, w końcu wirusy postanowiły odpuścić dzieciom i zakończyć tę bliską zażyłość (odpukać). Moje szoguny, gdy są we dwójkę, wydają się być wichurą nie do okiełznania, która zapewnia mi przekraczający jakąkolwiek normę nadmiar wrażeń i atrakcji. Mam nadzieję, że kolejny rok upłynie pod znakiem nie tylko większej odporności młodego, ale również chęci chodzenia do przedszkola. Młody zmienił zdanie na koniec roku i co chwilę pyta, kiedy w końcu będzie zamknięte, nie mogąc się doczekać siedzenia w domu z siostrą. Jego aktualne poranne wędrówki są skutkiem małego szantażu (:D), ale ważne, że chodzi i – gdy w końcu dłuższy czas jest zdrowy – mam trochę więcej czasu dla siebie, który wykorzystuję na różne sposoby – kucharzenie, czytanie, pisanie czy, od wielkiego dzwonu, słuchanie muzyki. A ponieważ mała często lubi bawić się sama (nie czuję, że rymuję :)), a moje próby dołączenia traktuje może i jako spodziewaną, aczkolwiek zbędną i uciążliwą ingerencję, zaburzającą jej poważne, życiowe zamierzenia, tego czasu jest troszkę więcej. Korzystam zatem, bo niedługo przedszkole będzie zamknięte i… Hulaj dusza, piekła nie ma! 🙂

Korzystamy z pogody, z łatwiejszej opieki nad małą, gdy ma korek i sporo jeździmy, zwiedzamy, odwiedzamy rodzinę. Dużo czasu spędzamy na podwórku, a że od zawsze byłam dla słońca łatwym celem, już pod dwóch dniach upału byłam bardzo opalona. Dobrze! W tym roku szalejemy i wybieramy się na pierwsze od kilku lat wakacje, 10 lipca wyjeżdżamy z dziećmi nad morze i wielce satysfakcjonujące będzie wskoczyć w nowe bikini z już gotową opalenizną :). Planuję pokazać Wam kilka zdjęć z naszych wakacji, o ile uda się zrobić takie, które w moim mniemaniu nadadzą się na publikację tutaj, czyli nie za bardzo pokazujące twarz. Wyjazd z dziećmi to raczej słaby odpoczynek, ale to nic, zmiana otoczenia jest wskazana dla nas wszystkich. Odpoczniemy, jak wrócimy. 🙂

W połowie sierpnia mamy zaplanowaną hospitalizację w Katowicach na próbę dekaniulacji, o której już Wam wspominałam. Mała świetnie radzi sobie z korkiem, odsysanie w tym czasie jej zbędne. Korek ściągam tylko wtedy, gdy ma katar i je, gdyż posiada wówczas zatkany nos i ciężko jej oddychać, mając pełną buzię. Jestem pełna optymizmu. Wcześniej udamy się z prywatną wizytą do ordynatora oddziału – ostatnio owa przedszpitalna wizyta zdziałała cuda i doktor przypilnował, by mała miała wykonany zabieg usunięcia torbieli, o którym była mowa już rok wcześniej, a także często nas odwiedzał w trakcie hospitalizacji. W mojej ocenie, w naszej sytuacji – różnica w podejściu lekarza kolosalna.

Co do remontu, który trwa od zawsze i wydaje się nie mieć końca, w końcu ogarnęliśmy podwórko i teraz jesteśmy w trakcie robienia ogrodzenia. Potem posadzimy tuje i będzie pięknie. Kilka lat temu dostaliśmy dom, w którym trzeba było zrobić praktycznie wszystko (dach, centralne, szambo, dojazd, generalny remont, podwórko), ale nie ma co narzekać – plus jest taki, że wszystko robimy pod siebie. Jeszcze sporo roboty przed nami, ale najważniejsze rzeczy i pomieszczenia są gotowe i powoli, powoli się ogarnie. Czas dla rodziny jest bardzo cenny i pilnujemy, by nie było go zbyt mało. Teraz, gdy tak bardzo doceniam to, że jesteśmy zdrowi, wiele kwestii, które kiedyś były bardzo frapujące, straciło swoją pierwotną moc. Bo zdrowie jest bardzo, bardzo ulotne – zawsze doceniamy je, gdy zabraknie go nam lub naszym bliskim, a potem, gdy wraca, znowu go nie doceniamy. Koło się zamyka, warto jednak podjąć wysiłki, by pozostawało cały czas otwarte. Problem, o którym Wam kiedyś pisałam dotyczy niespodziewanego zamachu na zdrowie przez groźnego wroga u pewnej młodej, bardzo bliskiej mi osoby, bez której nie wyobrażam sobie życia. Po początkowym szoku i zaprzeczeniu przyszła pora na mało stabilną wiarę, ale jednak wiarę. Sytuacja nadal jest niestabilna i średnio rokująca, dlatego jak zwykle proszę Was o trzymanie kciuków zarówno w tej kwestii, jak i w sprawie małej. Ale żyć jakoś trzeba, prawda?

Z góry dzięki! Badajcie się i (banał, ale jakże prawdziwy) doceniajcie każdy dzień, a także swoich bliskich.

19 myśli w temacie “Trochę prywaty.”

  1. Dwa małe ale za to jak kochane wariaty. 🥰

    Juz teraz życzę wam udanych wakacji i czekam na privie na fotki. Super, że jedziecie 🥰
    A domek robicie pod siebie,małymi kroczkami i będzie gotowe. Najważniejsze że swoje:)

    Kciuki trzymam zawsze, bardzo mocno.
    Ściskam Was 😚

    Polubione przez 1 osoba

  2. Optymistycznie i to mi się podoba. Dołączam się do życzeń udanych rodzinnych wakacji. Mnie czeka pobyt na neurochirurgii. Też w Kato. W zasadzie na dniach. Mam miec zabieg. Wymagany PCR. Nie uśmiecha mi się to…

    Polubione przez 1 osoba

  3. Dołączam i ja do kciuków z całej mocy! Co do remontów, to samo słowo wywołuje we mnie odruch obronny 😉 Ale co zrobisz, przetrwać trzeba i choć po kawałku, to byle do przodu. Lato w pełni, wolne i wspólne dni mile widziane, więc zdrowia, radości i dużo nadziei dla Was 🍀

    Polubione przez 1 osoba

    1. U nas ten plus, że mąż wszystko robi sam, więc nie musimy czekać na łaskę firmy 🙂 w tej początkowej ruinie, w której zamieszkaliśmy, wydalilibyśmy fortunę płacąc ludziom za robotę. Dziękuję za kciuki i życzenia! ❤️

      Polubione przez 1 osoba

    1. No nie, nie wszystko fajnie.
      Na przykład jakie, Twoim zdaniem? Tuje mają pełnić funkcję zasłonięcia nas przed „światem”, ale jeśli znasz lepsze rozwiązania, chętnie przeczytam jakie. 🙂 A posadzić inne rośliny również planujemy, lecz trochę później. Podwórko jest dosyć spore.

      Polubienie

      1. U nas na wsi, (w domu rodzinnym) sąsiedzi maja tuje. Urosly bardzo duże I właśnie pełnią funkcję płota;) zasłaniają plus dają dużo Cienia. Mi tuje sie tez podobają. 😄 Na około posesji, potem więcej prywatności np. Przy opalaniu się czy grillowaniu. A w ogrodzie swoje inne roślinki i drzewka dodatkowo 😉 to oczywiście moja osobista opinia

        Polubione przez 1 osoba

      2. Bym posadził przy płocie dzikie wino, czy jakieś inne bluszcze. Ale co kto lubi. Wiem, że tuje są teraz modne, ale dla mnie nadal kojarzą się głównie z cmentarzem.

        Polubione przez 1 osoba

      3. Fajne są też cisy 🙂 Dużo odmian teraz tego jest w sprzedaży, można znaleźć nawet takie bez jagód. Chociaż większe dzieci spokojnie można nauczyć żeby jagód z cisu nie jadły, bo im zaszkodzą 🙂

        Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na Hebius Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s