Prywata.

Jedną z niewielu rzeczy, które się u nas nadal nie zmieniają, to powtarzające się infekcje u dzieci, zwłaszcza u syna, a przynajmniej tak myśleliśmy na początku. Okazało się, że ma alergię, więc sporo czasu spędził w domu, zanim zrozumieliśmy, że to jednak nie katar, który trwa wyjątkowo długo i powraca wyjątkowo często. Jednak gdy już dostał krople do nosa i syrop na alergię, dzięki którym mógł iść w końcu do przedszkola na dłużej niż tydzień, pojawiła się infekcja. Będzie kiedyś w końcu lepiej? Swoją drogą, czy kiedyś też co drugie dziecko miało alergię, zdiagnozowaną lub nie? Pewnie nie, więc co dzisiaj jest nie tak?

Od lutego mamy nowego członka rodziny – Nalę, pięciomiesięcznego owczarka niemieckiego. Nasze początki były bardzo, bardzo ciężkie, nawet nie spodziewałam się, że docieranie się ze szczeniakiem będzie aż tak trudne – wówczas pewnie nie zdecydowałabym się na ten krok. Jednak już jest lepiej i możemy w końcu trochę odetchnąć. Bolesne gryzienie dzieci, nas i właściwie wszystkiego, co popadnie, wielokrotne załatwianie się w domu, trudne noce, reagowanie agresją na słowo „nie”, niszczenie różnych rzeczy w końcu konkretnie nas przerosło. Tak, wiem, zastanawiacie się pewnie, czego się właściwie spodziewałam? No cóż, byłam przygotowana na to, że łatwo nie będzie, ale że poprzeczka będzie ustawiona aż tak wysoko, zdecydowanie nie. Tym bardziej, że w moim rodzinnym domu miewaliśmy kilka psów i nie pamiętam, aby każdy dzień był aż takim wyzwaniem. Najbardziej stresowało mnie gryzienie dzieci, bo w pewnym momencie doszło do tego, że bały się zejść z łóżka – na które Nala nie dała rady skoczyć – aby iść do toalety. Przez większość czasu nie potrafiliśmy sobie z nią poradzić. Czułam bezsilność, beznadzieję sytuacji i ogromne wyrzuty sumienia, pławiłam się w nich, bedąc bardzo blisko ostatecznego rozwiązania – oddania psa hodowcy, by ktoś inny jeszcze mógł ją przygarnąć. Na szczęście gdy na horyzoncie pojawiła się perspektywa polepszenia naszej codzienności, wzięliśmy się w garść i zaczęliśmy działać. Szkolenie, cierpliwość i konsekwekcja przynoszą efekty, na dzień dzisiejszy dzieci już się nie boją, bawią się z nią, Nala większość czasu spędza na podwórku, gdzie pomagamy jej się trochę wyżyć. 🙂 Jest trochę spokojniejsza, a syn nie wyobraża sobie bez niej życia, wygląda zatem na to, że było warto się przemęczyć. Nie jest co prawda jeszcze idealnie, zdarzają się sporadyczne ataki gryzienia, gdy się rozbawi, jednak wygląda na to, że wszystko idzie w dobrym kierunku, a ja wierzę w to, że już niedługo będzie dla dzieci prawdziwym psim przyjacielem.

Aktualny wygląd 🙂

Córka poczyniła od mojego ostatniego wpisu spore postępy w mówieniu i w tym aspekcie nie przestaje nas zaskakiwać. Układa zdania, śpiewa piosenki, które nauczyła się w przedszkolu, często coś opowiada, choć oczywiście nie wszystkie słowa potrafi wymówić i czasami jej nie rozumiemy, artykulacja pozostawia przecież sporo do życzenia. Nie ma już jednak tej blokady, którą miała, bo sama widzi, że potrafi dużo więcej, niż wcześniej i w końcu komunikuje nam o swoich potrzebach, a często nawet zapyskuje 🙂 i chyba jesteśmy jednymi z niewielu rodziców, których to cieszy. Codzienne ćwiczenia i masaże przynoszą coraz lepsze efekty i muszę przyznać, że patrzę z coraz większym optymizmem na wyzwania czekające ją w najbliższej przyszłości. Nie cieszy mnie jedynie to, że pani neurolog wysłała nas na rezonans magnetyczny do szpitala, bo córka nie chciała przy niej mówić i kobieta uważa, że rozwój dziecka stoi w miejscu. Szczerze mówiąc przeraża mnie wizja kolejnego pobytu w szpitalu (mamy już chyba za duży uraz), wiem też, że dla córki byłby to bardzo ciężki okres i mocno liczę na to, że obejdzie się bez niego – zobaczymy, co pokaże kolejna kontrola. Na wszelki wypadek nagrałam filmiki, jak mała opowiada mi swój dzień, odpowiada na pytania i nazywa swoje części ciała, aby pokazać je niewiernej doktorce. Żeby jednak nie było tak kolorowo – charakterek to ona ma (córka, nie doktorka 😃).

Ilość współprac recenzenckich, na które się zgodziłam, a zwłaszcza presja czasu, to kolejna rzecz, która ostatnio mnie przerosła. Postanowiłam sobie, że konkretnie je ograniczę, ponieważ obowiązki domowe i opieka nad dziećmi (i psem) zajmują wystarczająco dużo czasu, a ja, oprócz czytania na szybko, aby się wyrobić, chciałabym po prostu odpocząć. Nie da się ukryć, że łatwo w ten sposób stracić również przyjemność z czytania..

Było trochę weselszych wydarzeń, ale też i smutnych, przygnębiających, o których póki co nie będę się rozpisywać, a przy których agresywny szczeniak wypada dosyć blado. Miejmy nadzieję, że zbliżające się lato przyniesie nam w końcu zdrowie, więcej spokoju i radości. Czego również i Wam życzę. 🙂

12 myśli w temacie “Prywata.”

  1. No i OK.

    Nigdy nie miałem w domu psa (ani nie chciałem mieć), więc nie bardzo ogarniam potrzebę wzięcia szczeniaka i dodatkowych problemów na głowę.

    Polubione przez 1 osoba

  2. W temacie alergii u nas też dramat, wygląda to tak, jakby dziecko było non stop przeziębione.. Ponoć teraz większość dzieci (dorosłych też coraz więcej) tak ma. Zatrute powietrze, jedzenie, woda, plastik wszędzie, szkodliwe składniki w ubraniach, meblach, farbach, we wszystkim co nas otacza..Także chyba wszystko jest nie tak. Ale nadzieję na lepszą odporność dla naszych dzieci warto mieć 🙂 Cieszą mnie postępy u Twojej Córci, oby lekarze też je zobaczyli i docenili. I trzymam kciuki za docieranie z prześlicznym psiakiem! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję! Zapewne masz rację. A jak panie w przedszkolu reagują na alergię? U nas jednej nie da się przegadać i cały czas mówi, że syn przychodzi niedoleczony. Zastanawiam się nad załatwieniem zaświadczenia od lekarza, choć nie chce mi się jechać specjalnie tylko po to..

      Polubienie

      1. Niech Ci wystawi, zeskanuje i wyśle online 😉 A tak serio to i u nas było marudzenie, że syn z katarem, dopóki się nie okazało, że córka wychowawczyni też alergiczka i do tego leczy się u tego samego lekarza.. Teraz już tylko każą spakować więcej chusteczek..

        Polubienie

  3. Uwierz mi, że docieranie się ze szczeniakiem potrafi być wręcz koszmarem 😅 Mój Karmel naprawdę dał nam popalić 😅 Ale mimo wszystko warto podjąć ten trud, bo pies naprawdę wiele wnosi do życia 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wierzę wierzę 😅 wiem, że wnosi wiele i tylko to powstrzymywało mnie przed oddaniem szczeniaka, ale ciężko było, oj ciężko.. Nadal dużo rozrabia, jednak robi się coraz bardziej znośna 🙂

      Polubienie

      1. Nasza gryzie wszędzie, już mam tyle dziur w ubraniach, że głowa boli 🤦‍♀️ a weź jej powiedz, że nie może, to lepiej od razu uciekać do domu 😅

        Polubienie

  4. Nawet nie wiesz jak się cieszę, gdy piszesz o tym, że dzieci ok, o poprawie córeczki! Normalnie uszczęśliwiłaś mnie przed snem. 😀 Bardzo się cieszę też psiakiem, tym że dzieci mogą wychowywać się ze zwierzakiem. Duży szacun dla ciebie, kochana, że dałaś radę, że się zawzięłaś i nie poddałaś, bo poddanie się było najłatwiejsze, ale prawdopodobnie z dużą szkodą dla psa i dla was samych. Ze szczeniakiem zawsze są przeboje, niestety. A wiesz, że Tamara nazwała swojego zabawkowego psa Nala? :D:D Co do alergii, to niestety jakiś trend obecnych czasów, cholera. Dzieci chorują na potęgę, nawet dorośli, którzy dotąd nie mieli nagle dostają… Ale nawet zwierzęta! Teraz psy i koty często są uczulone a ich żołądki wrażliwe. Kiedyś żarły jedzenie po ludziach i nic im nie było, dożywały 15 lat, a teraz tego nie wolno, tamtego nie wolno, a to na białko kurze uczulone, a to na gluten… Jezu…

    Dużo szczęścia i zdrowia dla was i psiaka, no i powodzenia!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Bardzo Ci dziękuję! O proszę, Nala to jednak bardzo ładne imię! 😃
      A co do tych alergii, to jest dokładnie tak jak mówisz – ma praktycznie co drugie dziecko i coraz więcej dorosłych. Jak nie alergie, to jakieś refluksy i u zwierząt i u dzieci.. Ja sama mam jakiś bardzo wrażliwy żołądek 🙈 strach pomyśleć co będzie się działo z pokoleniem naszych dzieci, ale oby było dobrze.

      Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do olitoria Anuluj pisanie odpowiedzi