Prywata.

Hej, kochani.

Jak się pewnie domyślacie.. Nie nudzimy się.

Powiem Wam, że odkąd wróciłam do domu z noworodkiem w nosidełku, kompletnie straciłam rachubę czasu. I nawet nie chodzi o to, że noce nieprzespane, że początki karmienia piersią wymagają mnóstwa czasu i cierpliwości i że codzienność z trójką dzieci jest niesamowicie wymagająca oraz angażująca emocjonalnie i fizycznie.. ale po kolei.

Ból rany po cięciu i bardzo silny ból kręgosłupa niemal wyłączył mnie z aktywności w pierwszych dniach po powrocie ze szpitala. Ledwo chodziłam, ledwo siedziałam, zresztą daruję sobie szczegóły, bo to nieistotne. Dodam tylko, że kiedy już mi się trochę poprawiło z kręgosłupem, rozeszła się rana po cesarce i pojawiła się w niej ropa – uparta i zawzięta franca, z którą walczyłam przez ponad trzy tygodnie. Po tym czasie w końcu zniknęła na dobre i rana ostatecznie zaczęła się ładnie goić. Łatwo nie było!

Ledwo wyszłam na prostą, dopadło nas jakieś paskudne, niedające się pokonać choróbsko. Najpierw zachorował syn, następnie córka, potem ja i mąż, a na końcu najmłodsza z rodzinki. Nie wiem, co to był za wirus (?), ale do życia wróciliśmy po ponad miesiącu od pojawienia się pierwszych objawów. Codzienna gorączka przez ponad tydzień, duszący, silny kaszel, mocny ból gardła i utrata głosu to objawy, które nawiedziły mnie, męża i syna.

Właśnie u mojego starszaka, mimo zastosowania antybiotyku w odpowiednim momencie i ku zaskoczeniu lekarza, rozwinęło się obustronne zapalenie płuc, na które nie pomagały prawie żadne leki. Na szczęście w ostatniej chwili, zanim cudem uniknął szpitala, zaczęło mu się powoli poprawiać, choć byliśmy już nieźle przestraszeni jego osłabieniem. Podczas jednej choroby odwiedził lekarza chyba cztery razy 🙉 postawienie baniek, gdy już dochodził do siebie, jeszcze polepszyło sytuację. Córka (wcześniak) przeszła chorobę najłagodniej, do wyzdrowienia wystarczyły jej syropy i inhalacje, choć sporadyczny kaszel utrzymywał się jej jeszcze przez trzy tygodnie. Zdumiewa mnie fakt, że po wszystkim, przez co przeszła, ma najlepszą odporność z nas wszystkich. Oby tak dalej!

Mi, tak jak synowi, antybiotyk nie pomógł i męczyłam się w sumie najdłużej ze wszystkich. Właściwie to nadal pokaszluję.. Mąż oczywiście nie chciał iść do lekarza, ale choroba samoistnie zaczęła u niego ustępować po trzech tygodniach kaszlu. Nie ominęło nawet najmłodszego członka naszej rodziny, zachorowała (łagodnie), gdy już wszyscy dochodziliśmy do siebie, a jej pomogły już same inhalacje. Ech, przez jakieś trzy tygodnie kaszleliśmy wszyscy tak dużo, że nie zdziwiłabym się, gdyby nasz niemowlak wziął ten kaszel za nasz sposób komunikacji i aż się boję, co przyniesie jesień i zima. To, że nigdy wcześniej żadne z nas nie było tak chore to jedno, ale że w czerwcu?!

Zajmowanie się dziećmi, gdy sama byłam chora, słaba, po nieprzespanych nocach i na dodatek zmartwiona mocno mnie sponiewierało. 1.5 miesiąca spedziliśmy z wszędzie walającymi się lekami i chusteczkami higienicznymi, nie wiedząc, co się właściwie dzieje. Jakbyśmy utknęli w jakimś przedziwnym błędnym kole wzajemnego zarażania się, bo było raz lepiej, a raz gorzej, choć przecież to niemożliwe.. Było mi bardzo żal syna, który już kończył przedszkole i te ostatnie tygodnie musiał spędzić w domu, a nie ze swoimi kolegami i koleżankami, których już więcej nie zobaczy. Ale co zrobić.. zdążył wyzdrowieć na zakończenie przedszkola i swoją imprezę urodzinową 🙂 a także chrzest najmłodszej siostry. Teraz wszyscy mają się dobrze.

Jak fajnie było wrócić do normalności! I zacząć wakacje 🙂 mamy już za sobą kilkudniowy wyjazd do rodziny do Krakowa (o dziwo wyjazdy z trójką nie są takie złe! Zwłaszcza, gdy ma się pomoc :)), w sierpniu wybieramy się nad morze, a w międzyczasie dzieci pojadą jeszcze spać do mojej siostry. Ostrożnie, bo nie chciałabym, żeby choroba wróciła do kogokolwiek z nas.

Wiem, że ostatnio mnie tu mniej i czas wakacyjny na pewno w tym nie pomoże. Wiele współprac odmawiam (ciekawe, czy jeszcze wydawnictwa będą się do mnie odzywać), na czytanie nie mam zbytnio czasu, a wieczorem, gdy dzieci śpią, po całym dniu bieganiny często brak mi siły i – przyznaję to z bólem serca – nawet chęci. Dobrze, że mam jakieś zapasowe recenzje zapisane w szkicach.

Może i mogłabym robić wszystko jeszcze szybciej, chodzić spać później, ale..

Odpuszczam. A właściwie odpuściłam już jakiś czas temu.

Są wakacje, dzieci w domu. Rodzina nam się powiększyła. A ja chce w niej być, a nie bywać. Chcę doświadczać, przeżywać, chłonąć i czuć. Obecność to nie wszystko, jeśli siedzi się na telefonie lub jest się ciągle zajętym, choć zdaje sobie sprawę z wagi czasu dla siebie. Cóż jednak zrobić? Będę czytać w swoim tempie, bez presji czasu wiszącej nad głową.

Bycie mamą nie jest łatwe. Czy to jednego dziecka, dwójki, czy – tak jak w naszym przypadku – trójki. To przedzieranie się w odmętach codzienności poprzez głębokie wody, wysokie chwasty i piaszczyste bagna. Ale dla tych małych rączek, dla tych oczek, króre patrzą na nas z taką miłością w oczach, dla tych niezamykających się buziek zdecydowanie warto. By za kilka, kilkanaście lat, gdy w domu nastanie kompletna cisza, gdy dzieci przestaną nas potrzebować, gdy przestaną ciągle wołać „mamo”, móc z czystym sercem powiedzieć sobie: zrobiłam, co mogłam, niczego nie żałuję.

6 myśli w temacie “Prywata.”

  1. O matko i córko! A właściwie powinnam zakrzyknąć, o matko trojga:) Współczuję Wam tego chorowania strasznego i cieszę się, że już wyszliście na prostą. A tak w ogóle, to podziwiam. Za to ogarnianie dziecięcej i własnej codzienności i świadomość, jak bardzo jest cenna 🙂 Miłych wakacji i niech moc będzie z Wami (zwłaszcza w zdrowiu) 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Oj tak. Są takie sytuacje, że pracę zwyczajnie trzeba sobie odpuścić, bo praca nie zając, a czasu spędzonego z dziećmi nic nie zastąpi. I nic się już nie powtórzy. Życzę Wam wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia i wytrwałości, no i cudownych wakacji nad morzem! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do Mysza w sieci Anuluj pisanie odpowiedzi