Macierzyństwa ciąg dalszy.

Pogadam sobie jeszcze o macierzyństwie. W końcu to dosyć ważna rola, w którą weszłam, a czytać i tak narazie nie mam czasu.

Po porodzie stosunkowo szybko zaklimatyzowałam się w swojej nowej roli. Zmiana pampersa nie trwała długo, pierwszą kąpiel musiałam wykonać ja, bo nikomu innemu bym na to nie pozwoliła. W zasadzie wystarczyło, że w szpitalu pielęgniarka pokazała mi, jak to się robi.

Oczywiście w ciąży czułam przerażenie na samą myśl o tym wszystkim. Byłam pewna, że ręce będą mi się trzęsły przy najmniejszej czynności wykonywanej przy maluchu, a pot będzie ze mnie kapał na każdy przedmiot obok w promieniu jednego metra. Przecież to był żywy, maleńki, delikatny człowiek! Jednak, o dziwo, nic takiego nie miało miejsca. Wykonywałam swoje obowiązki powoli, ale bezstresowo. Każda z nas jest inna. Większość z nas prędzej czy później odnajduje się w swojej nowej roli. I przekonuje się, że nie mogło ją spotkać w życiu niż lepszego.

Nigdy nie przypuszczałam, że można kogoś tak mocno kochać. Owszem, słyszałam z opowieści, że matczyna miłość jest najpotężniejsza ze wszystkich, iż jesteś w stanie bez wahania oddać życie za dziecko, poświęcić siebie, aby było szczęśliwe. Owszem, wierzyłam im. Jednak w życiu nie przypuszczałabym, że intensywność tych uczuć rzeczywiście jest tak ogromna. Dopóki tego nie doświadczysz – nie zrozumiesz. Czujesz, że Twoje dotychczasowe życie było puste i bezsensowne, a odkąd masz dziecko, naprawdę jesteś spełniona. Żadne sukcesy zawodowe ani kariera nie są w stanie zapewnić Ci takiego uczucia. Nagle w ułamku sekundy Twoje potrzeby, przespane noce, zachcianki schodzą na dalszy plan. Gdy jedziesz na zakupy, a pociecha zostaje w domu, dosłownie odczuwasz brak kawałka siebie. Niesamowite. Prawdziwy cud. Cieszmy się tym każdego dnia.

Oczywiście nie możemy w tym wszystkim zapominać o sobie. O swoich pasjach, hobby, samopoczuciu i odpoczynku. Dziecko jest na pierwszym miejscu, ale nasze uczucia też są ważne i nigdy nie zrozumiem kobiet, które nie potrafią rozmawiać o czymś innym, niż o dziecku. Które nie potrafią przy swoim bobasie rozmawiać z innymi ludźmi, tylko ciągle mówić „a buu, a guu, a kto to taki śliczny”. Przekonałam się po prostu, że macierzyństwo daje ogromną siłę. Naprawdę. Nie wszystko wygląda cudownie, często mam ochotę uciec gdzie przysłowiowy pieprz rośnie, poczekać aż urośnie, dojrzeje i zwiędnie, ale zwyczajnie nie mogę. Gdy młody zaczął ząbkować, cały czas płakał, nie chciał jeść, w nocy budził się po kilkanaście razy, nie mogłam uspać go w żadną porę doby, choć próbowałam na każdy możliwy sposób. Czasami miałam wrażenie, że zemdleję ze zmęczenia i nie wiem, skąd znajdowałam w sobie siłę, że do tego nie dopuściłam. To jest to, o czym mówię. Czujemy się zmęczone, ale – odkąd jest dziecko – jest to dla nas na drugim miejscu.

Najgorzej było, gdy miał zapalenie oskrzeli i w końcu wylądowaliśmy w szpitalu.

Wyobraź to sobie; dajesz dziecku jeść, ono wymiotuje, przebierasz siebie, dziecko, pościel, wycierasz podłogę, próbujesz małego uspać. Po chwili płacze, bo ma nos zatkany, wobec tego odsysasz smarki fridą. Znowu usypiasz. Mały zasypia, lecz za chwilę znowu ma nos zatkany i się budzi. Odsysasz, mały się rozbudza. Dajesz mu pić, lecz on nie może, bo ponownie nos się zatkał. Odsysasz, choć Ciebie też rozbiera choroba i płuca bolą za każdym razem, gdy próbujesz wyciągnąć gile. Nie masz siły, bo sama gorączkujesz, kaszlesz, wszystko Cię łamie, a pielęgniarki nie chcą odciągnąć swoim sprzętem, bo mówią, że mogą to zrobić w ciągu dnia maksymalnie trzy razy, ponieważ zrobi się obrzęk. Super, niech powiedzą to dziecku, które nie może ani jeść, ani spać, ani się napić, bo ma cały czas zatkany nos! Nadal usiłujesz dać dziecku jeść za pomocą łyżeczki, trochę zje, znowu wymiotuje, ponownie przebierasz wszystko, sprzątasz. I tak kilka razy dziennie, tak wygląda cały Twój dzień, nie mówiąc o nieprzespanych nocach, jak to bywa w szpitalach. Spróbuj w takich momentach pomyśleć, że macierzyństwo to spełnienie Twoich marzeń. Ja wówczas płakałam z bezsilności sądząc, że się po prostu nie nadaję.

Każda z nas ma takie momenty, jestem tego pewna. Każda z nas jest zmęczona, czasami rozczarowana, czasami wątpi, czy posiadanie dziecka rzeczywiście jest dla niej. Oczywiście, że jest. Jednak jak to w życiu ze wszystkim bywa, macierzyństwo również ma swoje dobre i złe strony.

Najgorzej jest, gdy chorujemy razem z dzieckiem, a przecież musimy mieć siłę, żeby się nim zająć. Niestety wiele osób tego nie rozumie, wszyscy martwią się jedynie o dziecko, pytają o nie, wytykają nam błędy i mówią, co oni zrobiliby inaczej. My, mamy, jesteśmy pominięte, choć ze zmęczenia najchętniej tak jak stoimy na brudnej podłodze tak położyłybyśmy się na niej i poszły spać. Nie zrozumcie mnie źle; oczywiście dziecko i jego zdrowie jest niewątpliwie najważniejsze, ale przecież my też musimy mieć siłę, bo nikt za nas się nim nie zajmie. Nikt – oprócz partnera i ewentualnie najbliższej rodziny – za bardzo się nami nie przejmuje, nie próbuje wesprzeć ani pomóc. Ciocie Klocie tylko zacierają ręce, bo mają okazję, żeby Cię skrytykować i wykazać się swoimi dobrymi radami. To, czy my jesteśmy wyspane, czy coś jadłyśmy i jak się czujemy jest równie ważne jak zeszłoroczny śnieg. Nie możemy na to pozwolić!

Podziwiam mamy, które mają kilkoro dzieci i jakoś sobie z tym wszystkim radzą, naprawdę. Podziwiam, choć pewnie w przyszłości będę należała do jednej z nich, bo pragnę rodzeństwa dla syna. Radzimy sobie, bo musimy. Nikt tego za nas nie zrobi, a przecież nie zostawimy naszego dzieciątka na pastwę losu. Mamy tę moc!

Prawda jest taka, że macierzyństwo to nie tylko ciągłe czułości, przytulanki, całusy i przyjemne spacerki. To ciężka praca, odpowiedzialność i przede wszystkim walka ze swoimi emocjami, gdy czasami ze zdenerwowania i bezsilności mamy ochotę rozwalić wszystko co mamy pod ręką, a musimy spokojnie po raz enty wstać w nocy do płaczącego dziecka, bo przecież nie będziemy na nie za to krzyczeć.

Jest ciężko, ale warto. Naprawdę warto znieść dosłownie wszystko, aby poczuć ogrom miłości, jakie daje nam dziecko. Nie zamieniłabym tego na nic innego.

4 myśli w temacie “Macierzyństwa ciąg dalszy.”

  1. Tak, opieka nad chorym dzieckiem, kiedy samemu jest się zarażonym i osłabionym, to okropieństwo. A wiesz, co jest jeszcze od tego gorsze? Opieka nad kilkorgiem chorych dzieci i mężem z męskim katarem 😉
    Jedyne jeszcze gorsze, co sobie mogę wyobrazić, to do kompletu pies z nerwicą… 😉
    A tak w ogóle – dasz radę! Tylko walcz z myślami, że jesteś niedostatecznie dobrą mamą. Dla swojego dziecka jesteś najlepszą, i to się właśnie liczy.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s