Prywata.

Cześć!

Ciężko wykrzesać z tego rodzinnego harmidru chwilę na cokolwiek, ale udało się. W końcu napiszę post o tym, co u nas słychać i mam nadzieję, że następnym razem już nie będę musiała walczyć z czasem i ze sobą, by to zrobić. W postach dotyczących prywaty lubię pozwalać sobie na dłuższe notki, recenzje z założenia (mojego) mają być krótsze, konkretne i zrozumiałe dla każdego. Łatwiej je napisać. Teraz potrzebowałam trochę więcej czasu, by w końcu podzielić się z Wami tym, co się pozmieniało i jak wygląda życie z trójką dzieci.

Nieraz chciałam coś tu napisać, miewałam pewne przemyślenia, które planowałam spisać, rozwinąć i dodać, jednak zanim znalazłam na to czas, zdążyły rozpłynąć się w odmętach codzienności i zniknąć bezpowrotnie jak dym papierosowy. Czasem próbuję jeszcze je złapać, chwycić w przelocie choć w małej części, lecz na próżno.. Ech. Może kiedyś. Mój mózg też aktualnie nie pracuje tak, jak powinien.

Wiem, że już niedługo będę tęsknić za czasem, który trwa, dlatego postaram się nie narzekać za bardzo. A jednak.. prawda jest taka, że jest to czas piękny, aczkolwiek bardzo, bardzo wymagający. Rzadko mam chwilę dla siebie, a jeśli już ją znajdę, ciężko mi wydobyć z najgłębszych zakamarków siebie choćby gram z tych mocno ograniczonych ostatnio pokładów energii. Całe dnie w biegu, hałasie, pamięć o różnych zajęciach i innych sprawach, zamartwianie się o zdrowie dzieci i nieprzespane noce sprawiają, że jestem wykończona, przebodźcowana i przeciążona.

Nie da się ukryć, że najmłodsze dziecko jest najbardziej wymagające z całej trójki i mam tu na myśli oczywiście okres niemowlęcy. Przez ponad pół roku większość dnia polega na usypianiu lub uspokajaniu krzyczącego dziecka, jest praktycznie nieodkładalna (zdziwilibyście się, jakie rzeczy potrafię robić jedną ręką!), a starsi, poprzez swoje zabawy, krzyki i kłótnie, często wybudzają ją z tych nielicznych, kilkuminutowych drzemek. Najpierw kolki, później ząbkowanie.. Nie obeszło się też bez chorowania, rodzeństwo zaraża małą byle przeziębieniem z prędkością światła, a wiadomo, że nawet katar u niemowlaka daje popalić i dziecku, i nam. W styczniu, gdy każde z nich przechodziło tego paskudnego wirusa RSV, było chyba najgorzej.

Łatwo nie było. I nie jest. Bo przecież starsi też domagają się uwagi, zabawy, czułości i czasu z mamą, który został im nagle odebrany prawie w całości. I staram się, naprawdę się staram im to zapewnić, chcę być dobrą matką dla całej trójki, ale muszę czasem odmówić, bo inaczej wyląduję w wariatkowie. Nie ma co ściemniać, wielokrotnie miałam ochotę zniknąć lub po prostu wyjść i nie wrócić.  Dobrze, że z chęci do czynów daleka droga..🙂  Kocham tą moją trójkę nad życie, nie wyobrażam sobie życia bez nich, ale czasem pragnę też choć godzinę, dwie spędzić w ciszy. Spokojnie poczytać, napisać, bezmyślnie poleżeć patrząc się w sufit. Choćby nawet na spokojnie zrobić obiad lub posprzątać, bez przerywania tych czynności kilkanaście razy. Jednocześnie jestem przeszczęśliwa, że ich mam i mogę się do nich przytulić, póki jeszcze chcą, bo przecież czas nie stoi w miejscu.. Ta świadomość jest dziwnie przytłaczająca i pokrzepiająca zarazem.

Kilka tygodni temu zaczęłam mieć niepokojące objawy zdrowotne. Pani doktor stwierdziła ucisk w kręgosłupie plus stres i zmęczenie, zaleciła leki rozluźniające mięśnie. Szkoda, że nie dostałam żadnego skierowania na badania lub chociażby do neurologa. Póki co wszystko się trochę uspokoiło, zobaczymy, co będzie dalej. Może niedługo wybiorę się do innego lekarza.

Przerwa świąteczna, zakończenie remontu pokojów dla dzieci, a co za tym idzie całodniowe obecności męża przy nas (w końcu!) pozwoliły mi trochę odpocząć, dojść do siebie, odespać, zregenerować się. Być może to, a także suplementacja magnezu i witamin z grupy B zniwelowały te objawy. Nawet wróciłam do ćwiczeń po dwóch latach przerwy i muszę przyznać, że właśnie tego było mi trzeba. Może nie tak często jakbym chciała, ale zawsze coś – w obecnej sytuacji każdy trening jest na wagę złota. Nie mam zbyt wiele czasu na czytanie i, póki co, najczęściej czytam to, co dostałam w prezencie na urodziny w październiku. Czasem wpadnie jakaś współpraca, choć pilnuję bardzo, by było ich jak najmniej.

Wróćmy do dzieci. Najstarszy zaczął we wrześniu pierwszą klasę, dojeżdża autobusem do najbliższego miasta. Świetnie sobie radzi, jest bardzo samodzielny, a pani mówi, że jest bardzo mądry i poukładany. Co tu dużo mówić, rodzice lubią słuchać takich słów 🙂 co prawda w domu nadrabia tą swoją szkolną grzeczność, w końcu to dziecko, ale nie zmienia to faktu, że jesteśmy z niego bardzo dumni. Niepokoi mnie nieco fakt, że sporo pierwszoklasistów już na początku swojej drogi szkolnej, myśli tylko o tym, żeby dopiec drugiemu dziecku, którego ledwo poznało. Czy to wina rodziców, którzy nie zwracają uwagi na swoje dzieci? A może zwracają aż nadto? Mam trochę sprzecznych przemyśleń na ten temat. I nadzieję, że obejdzie się bez większych interwencji.

Średnia córka również robi spore postępy, bardzo ładnie mówi, choć jeszcze trochę brakuje do tego, żebyśmy zrozumieli ją za każdym razem, gdy coś opowiada. Nadal ćwiczymy mowę, mięśnie języka i buzi. I nadal martwi mnie jej zachrypnięty i dosyć cichy głosik, boję się, że w szkole może mieć z tego powodu różnego rodzaju problemy. Zastanawiamy się nad prywatna wizytą u jednego z lekarzy, żeby poznać drugą opinię co do tego, czy faktycznie nic się nie da z tym zrobić. Szkoda mi jej i chcę wiedzieć, że wyczerpaliśmy wszystkie możliwe sposoby, by jej pomóc i ułatwić życie. Tym bardziej, że świadomość konsekwencji wcześniactwa i ich wpływu będzie u niej rosła razem z wiekiem.

A najmłodsza, cóż.. Jest przesłodka i przekochana, nieustannie mnie rozczula i uczy miłości na nowo, ale też daje popalić. Zaczęła raczkować, więc przynajmniej nie trzeba jej już aż tyle nosić, choć szybko ją te samodzielne wędrówki nudzą. No i trzeba mieć wtedy oczy dookoła glowy. Ciężko uwierzyć, że leci jej już dziesiąty miesiąc. Byle w zdrowu, u każdego z nas, to damy sobie radę ze wszystkim.

I tego Wam życzę w nowym roku – zdrowia i spokoju! A ja czekam na lepszy czas, próbując wydobyć z tego, który trwa, jak najwięcej najcenniejszych chwil i wspomnień.

Dodaj komentarz